Sama. Nie samotna

Samotna matka wstaje do dziecka kilka razy w nocy: tula, lula, śpiewa, karmi. Samotna matka pracuje i opłaca rachunki. Dba o to, żeby lekcje były odrobione i tornister spakowany. Pije popołudniową herbatkę z plastikowej zastawy, przebiera lalki, jeździ samochodami, zna się na dinozaurach, a machanie piracką szablą opanowała do perfekcji. Samotna matka kawę sączy w spokoju po godzinie 21:00, a książki czyta przy okazji. O istnieniu seriali nie ma bladego pojęcia, a w jej słowniku nie ma słowa hobby.

Jeśli szukać definicji samotnego rodzica, to znajdziemy ją. O, tutaj:

„Za osobę samotnie wychowującą dzieci uważa się jednego z rodziców albo opiekuna prawnego, jeżeli osoba ta jest panną, kawalerem, wdową, wdowcem, rozwódką, rozwodnikiem albo osobą w stosunku, do której orzeczono separację w rozumieniu odrębnych przepisów. Za osobę samotnie wychowującą dzieci uważa się również osobę pozostającą w związku małżeńskim, jeżeli jej małżonek został pozbawiony praw rodzicielskich lub odbywa karę pozbawienia wolności.”

Art. 6. Ust. 5 Ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych

I w zasadzie tylko tutaj. Definicja powstała na potrzeby  forsy, wiadomo. Żeby było czarno na białym, ile się należy, ile się nie należy, ile zabrać, a ile oddać. Bardzo pomocna w PITach, MOPSach, PUPach. W papierach, jednym słowem, musi się zgadzać.

Samotne rodzicielstwo nie jest łatwe, jeśli wziąć pod uwagę konieczność zarabiania, utrzymania, kształcenia, leczenia i, co najważniejsze, wychowania. Samotny rodzic w macie-/tacierzyństwie boryka się ze wszystkimi problemami świata, które normalnie mógłby dzielić z partnerem. Gdyby go miał. Ale nie ma. Kiedy przychodzą momenty zwątpienia, a cierpliwość jest na wyczerpaniu, to wtedy chciałoby się tego partnera rozszarpać na kawałki, a te, na kolejne – mniejsze. No, ale go nie ma.

Diabeł tkwi w szczegółach i tym szczegółem jest samotność.  To ona niejednokrotnie przynosi frustrację, zwłaszcza kiedy rutyna obowiązków dnia codziennego nas przytłacza, kiedy czytamy po raz tysięczny tę samą bajkę, kiedy wychodzimy na setny spacer, a po raz pięćdziesiąty w tym tygodniu walczymy o to, żeby dziecko ubrało kurteczkę. A potem czapeczkę. No i jeszcze tylko rękawiczki i już. Aha, jeszcze but zdjęty. To jeszcze bucik i wychodzimy. Teraz rękawiczka… I tak w kółko. Siadasz i myślisz: „nie daję rady, mam dość, nie podołam, jestem samotna, to takie niesprawiedliwe”.  Sprawiedliwe czy nie – takie jest twoje życie. Będzie takie jutro i będzie za rok. I tylko my sami sprawiamy, czy jesteśmy samotni czy może jednak tylko sami.

Początek rodzicielstwa to czas, kiedy wszystko jest nowe, niepewne, wzbudza lęk, zachwyt, miłość. Starasz się, słuchasz mądrych rad, czytasz książki wybitnych specjalistów, siedzisz w mądrych internetach. Dziecko wypełnia dzień i noc. Wrzucasz fotki na fejsa, wysyłasz je rodzicom, teściom, dziadkom, babkom. Dzieje się. Ale oprócz tego wszystkiego odczuwasz silną potrzebę, by ktoś cię docenił, pochwalił, poklepał po plecach i powiedział: „świetna robota”.

Nagle okazuje się, że wszystko zaczyna i kończy się na byciu rodzicem. Nie ma już w tobie poczucia JA, a rola przyjaciela, partnera, kochanka, powiernika została ci odebrana. Oho! Samotność właśnie przekroczyła próg.

Samotną matką możesz czuć się, mając partnera u boku. Samotność jest wynikiem wszystkiego, co dzieje i nie dzieje się w twoim życiu. Jest wynikiem nieporozumień, nieprzespanych nocy, bezsilności, samotnych spacerów, samotnych kąpieli, samotnego kołysania do snu, samotnych wieczorów, samotnych…

Jest wynikiem tego, że znasz na pamięć okoliczne sklepy, plac zabaw, przychodnię i piekarnię, a nie pamiętasz wspólnego kina, spaceru, kolacji czy rozmów.

Przekonałam się o tym, czym jest samotne macierzyństwo i przekonuję o tym, na czym polega macierzyństwo w pojedynkę. Jest różnica. Bądź sama, ale nigdy nie samotna.

Życie układa nam zaskakujące scenariusze i zazwyczaj w tych tragicznych wątkach nie mamy możliwości zmodyfikowania wersu czy dwóch. Lub piętnastu. Nie na wszystko mamy wpływ, nie ze wszystkim przychodzi nam pogodzić się z łatwością, nie wszystko przyjmujemy na klatę. Rozumiem to doskonale i wiem też, że wszystko potrafi przyjść z czasem. Najtrudniej jest jednak tkwić w poczuciu bezradności, bezsilności i pielęgnować w sobie samotność, która weszła do nas w butach.

I pewnie, że mogę napisać:

Weź się w garść, zacznij żyć. Myśl o sobie, dla siebie. Kim jesteś i kim chcesz być. Rozejrzyj się i sprawdź, kto stoi obok. Rodzina, przyjaciele, znajomi? Nie ma nikogo, bo spaliłaś mosty? Próbuj zatem budować je na nowo. A może marzysz o czymś, jakiejś drobnostce, którą chciałabyś zrobić dla siebie? Jeśli nie jest to teraz możliwe, zaplanuj. Jeśli nie uda się dziś, to może jutro znajdziesz sposób na realizację. Wstań rano, spójrz w lustro i powiedz samej sobie, że to będzie dobry dzień.

Żadna to motywacja. To małe rzeczy, do których dochodzi się samemu bez względu na to, w jakim miejscu swojego życia się jest. Bez względu na to, kim się jest. Ja się tego uczę, ty się tego uczysz i wszyscy inni, codziennie.

A jeśli powiesz, że samotna matka pije kawę nie tylko po 21:00, ma swoje pasje, a książkami raczy się w każdej wolnej chwili, to jesteś na właściwej drodze.

Wiem jedno na pewno: zamiast być samotną matką, lepiej być samą mamą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s