Najtrudniejszy pierwszy krok

Kiedy tracimy coś lub kogoś, zmagamy się ze skrajnymi emocjami… Każdy z nas zna to uczucie, kiedy pojawia się pustka i ogromne poczucie straty. Czujemy wtedy bezradność, mamy pretensje do losu za jego niesprawiedliwość, pojawia się mniejszy bądź większy ból. Wchodzimy w stan żałoby. Wiąże się ona nie tylko z samą śmiercią kogoś nam bliskiego, ale również ze wszystkim innym co raz na zawsze zniknęło z naszego życia.

Kiedy zostajesz sam lub sama, bądź wiesz, że ta sytuacja za chwilę nastąpi, pojawia się zaprzeczenie. Nie wierzysz w to, że za chwilę zostaniesz rodzicem w pojedynkę. To się nie dzieje naprawdę! Przecież zawsze byliście razem. ty, partner i dzieci. Jak to możliwe, że nagle to się zmieni? Że wszystko spocznie na twoich barkach? Wszystkie smutki i radości dzielić będziesz bez tej drugiej osoby? Nie, nie, to wcale tak nie jest i nie będzie. Niemożliwe. Absolutnie. W życiu pięknym. Nie i koniec.

Ale kiedy już to dzieje się naprawdę, dzieci częściej wołają tylko jednego rodzica, a ty kładziesz się do pustego łóżka i wiesz, że nikt inny się w nim nie pojawi, wtedy pojawia się gniew. To naturalna reakcja, która pojawia się w człowieku. Zadajemy sobie pytanie: „dlaczego akurat mnie to spotkało?”. To ważny element żałoby, ponieważ niezwykle istotne jest, aby nie kumulować w sobie żadnych emocji, dawać im upust w najlepszy dla siebie sposób. Nie bać się płakać. Nie bać się rozmawiać o tym z bliskimi, nawet jeśli w tej chwili jest to jedyny temat, na jaki potrafisz rozmawiać. Nie obwiniaj się o to, że w kółko nadajesz o jednym i tym samym. To normalne. Tłumienie w sobie emocji może natomiast prowadzić do tego, że będzie nam trudno przebrnąć przez poczucie straty, a co najgorsze – może sprawić, że utkniemy w tej emocji i nie pójdziemy dalej.

Czujesz złość, wściekłość, zazdrość, rozżalenie. Masz prawo. Przecież nie tak miało być.

Po gniewie przychodzi bardzo trudny etap, jakim jest targowanie się. Targujesz się ze sobą. Myślisz, że jeśli coś zmienisz w sobie, to zmienisz sytuację, w jakiej tkwisz. Skoro nie pomógł gniew, to może pomogą myśli polubowne. Jeśli się zmienię, to on do mnie wróci. Jeśli będę się bardziej starała, to on zrozumie swój błąd. Jeśli będę się modlić za jego zdrowie jeszcze bardziej, to wyzdrowieje. Ten etap to nic innego, jak tylko odłożenie w czasie tego, co nieuchronnie nastąpi.

Przedostatni etap. Trudny. Smutek niejednokrotnie przeradzający się w depresję. Pojawia się w nas poczucie beznadziei, tracimy chęć do wykonywania codziennych czynności, jesteśmy mniej wydajni w pracy, nie udzielamy się towarzysko. Strata wpędza nas w poczucie, że wszystko co się dzieje teraz i co się jeszcze wydarzy, nie ma i tak najmniejszego sensu. Przecież nie czeka nas już nic dobrego.

Ale czeka. Czeka nas jeszcze wiele i w końcu dojdziemy to takiego wniosku, kiedy zaakceptujemy to, co przyniosło nam życie. Godzimy się ze stratą, rozumiemy, że nic już nie zmienimy w tej kwestii. Odzyskujemy poczucie, że jesteśmy w stanie wpłynąć na wszystko, co przed nami. A jest tego całe mnóstwo.

Elisabeth Kubler-Ross stworzyła model przeżywania żałoby, pisząc o nim w książce „Rozmowy o śmierci i umieraniu”. Etapy te jednak odnoszą się do każdej straty i nie stanowią żadnego pewnego schematu. Każdy z nas w inny sposób przeżywa istotne wydarzenia w naszym życiu. Każda żałoba jest zatem inna i towarzyszyć jej mogą różne emocje.

W jednym psycholodzy są zgodni – w żałobie nie ma drogi na skróty. Nie można udawać, że nic się nie stało. Rzucić się w wir pracy i spotkań ze znajomymi, a stratę odłożyć na bok. Zachowania takie mogą przynieść negatywne skutki dla naszej stabilności emocjonalnej, a poczucie straty i tak o sobie przypomni. Trzeba dopuścić do siebie negatywne emocje. Żal, smutek, samotność, pustka, niesprawiedliwość – temu wszystkiemu trzeba zrobić miejsce, a później stawić czoła.

Nie bój się też odczuwać ulgi. Jeśli rozstałaś się z partnerem, który znęcał się fizycznie – poczuj ulgę, że to koniec bólu. Jeśli rozstałaś się z partnerem, który cię zdradzał – poczuj ulgę, że to koniec poniżania. Jeśli straciłaś partnera w wyniku jego śmierci po długiej i bolesnej chorobie – nie wstydź się poczuć ulgi. Nie robisz nic złego.

Bez względu na to, jak i kogo straciłaś, powoli wejdziesz w nowy etap, który będzie dla ciebie szczęśliwy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s