Nie jestem odpowiedzialna za swoją matkę

Poczucie winy jest silnym stanem emocjonalnym, w którym czujemy, że zrobiliśmy coś złego. Coś, co jest niezgodne z zasadami moralności, etyki, co jest niezgodne z prawem czy naszymi własnymi zasadami. Ten stan cechuje silna chęć zadośćuczynienia, naprawienia błędu. O cofnięciu czasu niestety nie ma mowy. Jeśli wiemy, że nie możemy wynagrodzić wyrządzonej krzywdy, jesteśmy gotowi ponieść karę. I jesteśmy w stanie karać się długo.

Kobiety. Żyjemy w nieuświadomionym wstydzie, że jesteśmy kobietami. Ewa zjadła zakazany owoc, bo uległa szatanowi i na dodatek namówiła do tego Adama. Żyjemy z tą winą do dzisiaj, ponieważ mity i stereotypy na przestrzeni lat oznakowały nas jako „gorsze”. Kobiety biorą na siebie całą odpowiedzialność i niczym nieuzasadnioną potrzebę odkupienia. Dlatego właśnie to kobiety są bardziej skłonne do wyrzeczeń i poświęceń. Jesteśmy bardziej uległe w pracy, mocniej zaangażowane w akcje społeczne i religijne, bardziej ofiarne wobec rodziny. I czujemy się winne.

Kobieta najczęściej czuje się winna, że popełniła mnóstwo błędów wychowawczych wobec swoich dzieci. Czuje też winę z powodu tego, że zaniedbała własną matkę.

Pomyślmy przez chwilę o relacjach, jakie wiążą nas z naszymi matkami. Mogą być one różne. Najczęściej jednak przekazana została nam nauka, że jesteśmy odpowiedzialni za swoich rodziców. Oni nas wychowali, a na ich starość to my jesteśmy zobowiązani zapewnić im wszystko to, co my dostaliśmy od nich za dziecka.

Matki bardzo często uzależniają swoje córki od siebie emocjonalnie. Przybierają postawę niezastąpionej kobiety w ich życiu. Nawet tym dorosłym życiu. Matki dzwonią do swoich córek codziennie i pytają: „co słychać, co jadłaś, gdzie byłaś, gdzie będziesz, co robisz, z kim jesteś?”. Bywamy emocjonalnie związane ze swoimi matkami nawet wtedy, kiedy same już jesteśmy matkami, żonami i mamy własny dom. Kiedy dzwoni twoja mama i prosi o coś, a ty nie jesteś w stanie zrealizować jej potrzeby – wpadasz w poczucie winy. W jeszcze trudniejszych relacjach bywa tak, że usłyszysz: „jestem twoją matką, chyba możesz to dla mnie zrobić?!” A jeśli nie możesz? Poczucie winy pogłębia się… Bardzo często bierzemy na siebie odpowiedzialność za nasze mamy. Chcemy ich szczęścia, zdrowia i za wszelką cenę próbujemy im dogodzić. Nierzadko bywamy rozdarte, ponieważ sprawy swoich matek stawiamy ponad swoimi potrzebami czy potrzebami naszych domowników (o co nasi partnerzy mają do nas pretensje, a my znów poczucie winy). Próbujemy zadowolić wszystkich naokoło, tylko nie samych siebie. Dla nas brakuje nam już czasu. Wynosimy taki schemat, taką więź i zależność, a następnie przenosimy je do naszego domu. Wlewamy je w nasze dzieci.

Trzeba zacząć od uwolnienia naszych córek, od wychowywania ich bez poczucia winy i zobowiązań. Jaki powinien być przekaz? Jesteś wolna, nie jesteś mi nic winna. To ja żyję dla ciebie, a nie ty dla mnie. Jestem po to, by cię wspierać, by dodawać ci sił, nauczyć żyć, wypuścić w świat. Twoim zadaniem jest być mądrzejszą i szczęśliwszą ode mnie. Ja jestem dorosła i potrafię radzić sobie bez ciebie, żyłam przecież, zanim się urodziłaś. Będzie mi ciężko rozstać się z tobą, ale trudno, to moje życie, mój los, więc biorę go na swoje barki. Ty zajmij się swoim życiem i swoimi dziećmi.

Słowa Wojciecha Eichelbergera zapisane w książce „Zatrzymaj się” to wielka mądrość, która poruszyła mnie dogłębnie.

Żyjemy w czasach, kiedy dzieci są wychowywane po coś. Budujemy swój autorytet, uważamy się za najmądrzejszych, wydajemy komendy, a nie prowadzimy dialogu. Z góry wiemy, co jest dobre, a co złe. Kierujemy dziećmi od początku, jakby były już dorosłymi. Mamy dla nich schemat i skrzętnie go realizujemy. Zapisujemy na dodatkowe zajęcia, kształcimy w najlepszych szkołach, wysyłamy na kursy językowe, bo chcemy, żeby coś osiągnęły. Chcemy dla nich szczęśliwego życia, ciepłego domu i pieniędzy. Ale chcemy też mieć kogoś na starość, chcemy mieć do kogo zadzwonić, wysłać SMSa, aż w końcu czasami chcemy żyć ich życiem, kiedy nasze stanie się bezbarwne.

Cieszę się swoim dzieckiem teraz, kiedy jest małe. Cieszę się wspólnymi chwilami, bliskością, śmiechem. Cieszę się, że mogę poprowadzić je za rękę, pokazać drogę, dziurę w chodniku i krawężnik, o które może się potknąć. Przytulam przy każdym płaczu, całuję skaleczony paluszek i dmucham na nabitego guza. Będę wozić do przedszkola, a później do szkoły. Na zajęcia dodatkowe pewnie też. Doradzę przy wyborze studiów i zawsze będę pod telefonem, gdy moje dziecko będzie mnie potrzebowało.

Chcę jednak mieć w sobie mądrość i wielką odwagę, by w końcu powiedzieć: „jesteś wolna i nie jesteś mi nic winna”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s