Nie ma w tym nic złego

Kiedy dwoje ludzi podejmuje decyzję o rozstaniu, to są dwa scenariusze. Albo rozchodzą się (z uśmiechem na twarzy albo z zaciśniętymi pięściami) i sprawa zostaje zamknięta albo rozstają się ze sobą, ale wciąż ich łączy dziecko.

Całkiem inną sztuką jest porozumiewanie się między sobą z pominięciem wyrzutów, krzyków i powrotów w rozmowach do przyczyny rozpadu związku. O tym jeszcze wspomnę.

Bardziej myślę tutaj o tym, że umiejętnością ABSOLUTNIE ważną jest prowadzenie swojego życia tak, jak my tego chcemy. My, w sensie ty czy ja.

Skończył się czas, kiedy decyzje były wasze. Skończył się czas, kiedy rozmowy na ważne tematy opierały się o sformułowania: „zróbmy, jak uważasz” lub „jak ty chcesz to zrobić?”. Zwracam uwagę, że pisząc to, cały czas mam na uwadze tematy, które NIE DOTYCZĄ dzieci. Tutaj jestem zdecydowaną zwolenniczką dialogu, argumentów i wymiany poglądów. Pamiętaj jednak, że ty stanowisz teraz odrębną jednostkę i już nie tworzycie zespołu partnerskiego.

Czy umiesz powiedzieć nie? Czy wiesz, czego ty chcesz? Na czym tobie zależy? Jak ty chcesz spędzać czas?

„BĘDĘ W SOBOTĘ U DZIECKA. ALBO JEDNAK NIE.”

Macie dogadane terminy. Pierwszy i trzeci weekend plus dwa dni w tygodniu w godzinach popołudniowych. Albo wręcz przeciwnie – każdorazowo sami porozumiewacie się, kiedy i gdzie partner ma możliwość spotkania się z dzieckiem. Oba rozwiązania są dobre, w zależności od waszej pracy, trybu życia czy odległości w jakiej od siebie mieszkacie.

„Słuchaj, byłbym u was w sobotę rano. Odpowiada ci?” – pewnie. No i jesteście dogadani. Dziecko się cieszy, że spotka się z drugim rodzicem, a ty już wiesz, że tego weekendu nie musisz planować inaczej. Przychodzi piątek. „Wiesz co, nie dam rady przyjechać jutro. Dopadło mnie jakieś choróbsko”. Trudno. Zdarza się. Dziecko jest zawiedzione, może nawet płacze albo krzyczy, a ty zastanawiasz się, co będziesz robić w ten weekend, żeby jakoś to dziecku zrekompensować. Następny weekend już macie zaplanowany ze znajomymi w górach. Ot, taki wypad za miasto, raz na jakiś czas się należy. Dzieci się pobawią, wy odpoczniecie.

Zbliża się kolejny weekend. Ten, kiedy macie jechać w te Tatry czy inne Karkonosze. „Słuchaj, w związku z tym, że mi się nie udało być tydzień temu, może wpadnę teraz w sobotę? Chciałbym spędzić trochę czasu z dzieckiem”.

Co robisz?

I to nie jest takie łatwe. Z jednej strony bardzo chcesz, żeby dziecko utrzymywało relację z drugim rodzicem, ale z drugiej strony przecież już masz zaplanowany weekend! Chcesz pojechać w te góry, ale nie chcesz też wyjść na „małpę, która utrudnia kontakty”.

„IDZIEMY NA SPACER. PÓJDZIESZ Z NAMI, CO?”

Uważam, że absolutnie każdy rodzic ma prawo do swojego stanowiska odnośnie tego, jaką rolę powinien odgrywać podczas spotkań drugiego rodzica z dzieckiem.

Masz prawo uważać, że jest to czas, który dziecko spędza TYLKO z tym drugim rodzicem, bo:

– teraz ty się zajmij dzieckiem i zobacz, jak ciężko jest samemu

– budujcie swoją relację

– chcę odpocząć

– chcę zrobić w tym czasie coś innego

 

Masz też prawo uważać, że jest to czas, który warto spędzać razem, bo:

– dziecko będzie miało namiastkę szczęśliwej rodziny

– wspólnie jesteśmy w stanie nauczyć dziecko, czym jest miłość i szacunek do siebie

– po prostu dobrze spędzimy czas wszyscy

Nie wiem, na jakim etapie relacji jesteś z byłym partnerem. Nie wiem, czy jak patrzysz na niego, to przypominasz sobie, co było na obiad czy wręcz przeciwnie, macie świetny kontakt, wciąż potraficie się wspólnie śmiać i jesteście dla siebie przyjaciółmi (tak, tak, to jest możliwe, chyba gdzieś o tym czytałam).

Jest sobota. Chałupa wysprzątana, gary pomyte, pralka telepie się w łazience, rajtuzy z brązowymi śladami zawartości pampersa schną na suszarce i czekają na drugą turę wytelepania, bo a nuż się dopiorą. Ty już głowie wyobrażasz sobie, że to ten dzień, kiedy W KOŃCU pomalujesz paznokcie, kiedy W KOŃCU ogolisz nogi, kiedy W KOŃCU użyjesz maseczki na włosy, którą trzeba trzymać AŻ 10 minut. Ale pada pytanie: „idziesz z nami na spacer? Mała na pewno się ucieszy, gdy pójdziemy oboje”.

Co robisz?

Jak pójdziesz, to może faktycznie będzie weselej, szczęśliwiej, cudowniej. Jak nie pójdziesz, nie zrobisz dla siebie nic, co zaplanowałaś.

„BARDZO CHCĘ ODWIEDZIĆ MOJĄ RODZINĘ”

Utrzymywanie więzi z rodziną każdej ze stron może być kłopotliwe, utrudnione albo wręcz niemożliwe. Sprawy są mniej skomplikowane, jeśli dziecko jest na tyle duże, że jest w stanie powiedzieć: „mamo, ja chcę pojechać do babci Basi do Tarnowa”. No to heja! Spakujesz majtki, skarpetki, kurtkę. Zapewne poinstruujesz milion razy drugiego rodzica, co młody może jeść, jak głęboko na głowę ma wsunąć czapkę i przypomnisz, jak często myje się zęby. Pomachasz na do widzenia i zyskasz kilka dni wolnego.

Inaczej jest, jeśli dziecko jest małe, a ty nie masz jeszcze siły w sobie, by przy wspólnym stole z byłymi teściami rozprawiać o tym, co poszło nie tak, że doszło do rozwodu. Kolejnym ważnym punktem obiadu będzie głęboka refleksja nad tym, ile było w tym twojej winy, bo była na pewno większa, jeśli nie cała.

„Żądam, żebyśmy odwiedzili moich rodziców. Mają prawo widywać wnuka, a ty musisz pojechać, bo on jest za mały, sam sobie nie poradzę!”

Co robisz?

Piszę o tym, ponieważ wiem, że codziennie stajemy przed różnymi wyborami, które dotyczą naszej pracy, naszych dzieci oraz naszych związków z innymi ludźmi. W sytuacji, kiedy dwoje ludzi rozstaje się, rozwodzi, przychodzą momenty próby sił. Kto ma rację. Kto ma lepsze argumenty. Kto ma większą siłę perswazji. Kto postawi na swoim. I jeszcze raz: kto ma rację.

Bez względu na wszystkie słowa, naciski czy wymuszanie myślę, że to właśnie wtedy najbardziej zatracamy umiejętność mówienia NIE.

Próbujemy się dostosować, boimy się, że nasze zachowanie zostanie odebrane jako utrudnianie czy robienie na złość. Chcemy, żeby nasze zachowania przynosiły jak największą korzyść dla dziecka, mimo że dla nas są to decyzje trudne, niewygodne czy po prostu nie chcemy ich podejmować. To właśnie wtedy jest idealny czas na to, żeby zapytać siebie: „co chcesz teraz robić? Na co masz ochotę?”.

To nie jest czas, by zadręczać się myślami: „robię coś z niekorzyścią dla dziecka”.

Jeśli nie pójdziesz na spacer, to dziecko w godzinę nie zapomni, jak wyglądasz, a za dziesięć lat nie wygarnie ci tego, mówiąc, jaka byłaś egoistyczna.

Jeśli odmówisz jednej nieplanowanej wizyty drugiego rodzica, nie oznacza to, że utrudniasz kontakt.

Jeśli nie pojedziesz do byłych teściów teraz, to być może będziesz gotowa za pół roku.

A zatem? Co odpowiesz?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s