„Nie ucz mnie, Mamo!”

Pamiętam, jak za dzieciaka Mama uczyła mnie pleść wianki, lepić pierogi i pielić grządki na działce. To właśnie Mama uczyła mnie rysować i była uważnym słuchaczem, kiedy recytowałam wiersze.

Pamiętam też, że w tym samym czasie Mama nigdy się ze mną nie bawiła. Nie dlatego, że nie miała czasu czy nie chciała, ale dlatego, że doskonale robiłam to sama. Godzinami bawiłam się w szkołę zamknięta w swoim pokoju. Miałam dużo kolegów, z którymi grałam w piłkę albo ganianego. Z najserdeczniejszą przyjaciółką namiętnie skakałyśmy w gumę. Po prostu nie potrzebowałam Mamy w swoim dziecięcym świecie.

Pamiętam też, że kiedy pokazywałam swoje gorsze oblicze, na moją Mamę spływała łaska cierpliwości i konsekwencji. Nie masz się w co ubrać? To nigdzie nie pójdziesz. Nudzi ci się? Rozbierz się i popilnuj ciuchów. Stłukłaś szklankę i się skaleczyłaś? Mówiłam, żebyś odkładała szklankę na miejsce, a nie stawiała ją byle gdzie. Czasem się wkurzałam, zwłaszcza za te ciuchy. Przecież mogła kupić nowe, a nie, tak po prostu: nigdzie nie pójdziesz, jak nie masz w czym.

Przyszedł też czas, kiedy mogłam rano, przed szkołą, wypić z Mamą kawę, porozmawiać, pośmiać się i się Jej zwierzyć. Ze wszystkiego. Ale nie chciałam już, by mnie uczyła czegokolwiek, bo przyszedł ten czas buntu, kiedy wiedziałam, że to ja mam rację i robię wszystko najlepiej.

Mama nigdy nie mówiła mi, jak mam żyć i co robić w danej sytuacji. Była raczej podpowiadaczem, dobrą radą i nieśmiałą sugestią. Bardzo Ją za to szanowałam i bardzo to doceniałam. Jeśli kiedykolwiek Ją naprawdę zawiodłam, nigdy nie krzyczała. Tłumaczyła. Bardzo dobitnie. Z tych rozmów pamiętam zawsze jeden przekaz: wszystko co robisz, przyniesie jakieś konsekwencje. Czy aby na pewno ich chcesz?

Pomimo tego, że dziś jesteś już dorosła i od dawna jesteś na swoim, zdarza się tak, że wracasz. Wracasz do rodziców, bo twoje życie obrało inny kierunek. Wracasz, bo nie masz się gdzie podziać. Wracasz, bo potrzebujesz ich pomocy, wracasz, bo sama nie masz siły. Czasem wracasz na stare śmieci do rodziców ze swoim dzieckiem, ale jeszcze nie wiesz, co cię czeka. A czeka coś porównywalnego do wojny. Czeka cię starcie dwóch pokoleń.

Walka pokoleń to dla mnie najtrudniejsze doświadczenie ostatnich kilkunastu miesięcy. Do tej pory żyjesz sobie po cichu w swoich czterech ścianach. Jesz, co chcesz i kiedy chcesz. Odkurzasz, pierzesz, gotujesz, bierzesz prysznic o 23:00 i oglądasz film do 2:00 w nocy. I nagle każdy twój ruch jest monitorowany. „Zjedz coś normalnego”, „wyłączysz już ten telewizor?”, „zamknij to okno, zimno ciągnie”. I masz poczucie, że nagle znalazłaś się w więzieniu albo że masz pięć lat, albo że jesteś jakąś niedojdą życiową, bo nie umiesz nawet zjeść odpowiedniego śniadania. Ale to jest jeszcze nic.

„Zmień jej pieluchę”, „daj jej tę czekoladkę”, „chodź, babcia da jeszcze jedną kanapkę”, „nie sadzaj jej na siłę na nocnik!”, „ma zimne nogi, załóż te grubsze rajstopy”.

I nadchodzi ten moment, kiedy zalewa cię krew, szlag jasny trafia, robi ci się słabo, dostajesz gorączki, łapią cię chorobliwe dreszcze, a oczami wyobraźni widzisz, jak pakujesz walizki, bierzesz dzieciaka pod pachę i mówisz „bye, bye”, „adieu” i „nie do zobaczenia”.

Zaczynasz się zastanawiać: „ta baba to naprawdę moja Mama?”. Dlaczego mam ochotę Ją udusić? Dlaczego mnie tak wkurza? Dlaczego poucza, krytykuje? Dlaczego mnie nie całowała w kolanko? Dlaczego ja nie dostawałam codziennie jajka niespodzianki? Dlaczego ja nie mogłam siedzieć przed telewizorem do 21:00? Dlaczego nie była dla mnie taka cierpliwa? Dlaczego, dlaczego, dlaczego…

Odpowiedź jest prosta. Jest babcią.

Nie była dla ciebie taka po to, żebyś dziś była właśnie taka, jaka jesteś: silna, zdolna, wytrwała, odporna na ból, samodzielna. Miała swoje rodzicielskie zasady, w które wierzyła. Musiała być dla ciebie nauczycielem, opiekunką, kucharką, korepetytorem, filozofem. Dawała ci mnóstwo miłości, ale też była odpowiedzialna za nauczenie, czym jest kara za złe czyny. Musiała pokazać ci, jak przetrwać, kiedy Jej nie będzie obok.

Dzisiaj ty spełniasz te obowiązki wobec własnego dziecka. Dzisiaj ty mówisz mu, że nie dostanie kolejnego lizaka, nie zawsze całujesz zadrapane kolano i w kółko tłumaczysz, dlaczego „tego nie wolno”. Teraz ty patrzysz zza drzwi, jak rozwija swoją wyobraźnię i samo bawi się w wyścigi samochodowe na dywanie, obserwujesz jak rysuje magiczną krainę na skrawku papieru albo śpiewa przed lustrem do niewidzialnego mikrofonu.

Nie chcę powiedzieć, że na wszystko jest przyzwolenie. To, że mieszkamy z rodzicami, nie sprawia, że mamy porzucić swoje zasady, którymi kierujemy się, wychowując dziecko. To my je uczymy, to my nagradzamy i my stosujemy kary. Dlatego bez względu na to, że są to nasi rodzice, powinniśmy już na początku wspólnego mieszkania ustalić zasady. Trzeba to zrobić na samym początku, żeby nie doprowadzić do sytuacji, kiedy nad głową dziecka, kłócimy się ze swoim rodzicem o to, czy młody ma zjeść teraz kanapkę czy pomarańczę. Ustalenie takich zasad przyniesie korzyść nie tylko nam, ale i dziecku, które nie pogubi się w sprzecznych komunikatach przekazywanych to ze strony rodzica, to ze strony dziadków. To ty wyjdź z inicjatywą ustalenia porządku, jaki ma zapanować w świecie malucha. Najpierw wysłuchaj, co ma do powiedzenia starsze pokolenie, a najpewniej będzie to na początek stwierdzenie: „ja jestem babcią i jestem od tego, żeby rozpieszczać!”, w odpowiedzi na to przekaż Mamie milczącą dezaprobatę wzrokową (najlepiej nie używaj słów, zwłaszcza nie podniesionym głosem!), a później przedstaw swoje zdanie.

Jeśli jesteś w takiej sytuacji albo wiesz, że będziesz w niej za chwilę, to wiedz, że nie jest to proste zadanie. Niełatwo jest wrócić do innego porządku świata, do innego wymiaru prywatności, a tym bardziej nigdy nie jest łatwo być ocenianym jako rodzic przez własnego rodzica.

Nie bałam się powiedzieć:

„Nie ucz mnie, Mamo, jak być mamą. Ty spełniasz się w tej roli wspaniale, a nikt Ci ściągi nie dał. Też chcę dojść do tego sama!”

Działa świetnie, polecam! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s