Kopiuj, wklej

Ja Ameryki nie odkryję tym wpisem. Ja to wiem absolutnie. Jest to natomiast temat, który mnie fascynuje, który jest przeze mnie codziennie zgłębiany, który wywołuje dziś duże refleksje i który będzie mi jeszcze długo, długo bliski.

Nie od dziś wiadomo, że dzieci naśladują swoich rodziców. We wszystkim. Zakładają nogę na nogę, jedzą to samo, co my, chcą, żeby im o poranku parzyć kawę i bardzo chcą malować paznokcie albo golić brodę.

Każdy, kto ma kontakt z dziećmi, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ci miniludzie chłoną wszystko jak gąbka. Są świetnymi obserwatorami i nienagannymi słuchaczami. Doskonale kopiują gesty, zapamiętują słowa i kontekst, w jakim padły.

Dla mnie jest to absolutny fenomen, bo dziś, jako dorosła kobieta, trudno mi znaleźć cokolwiek, co przejęłam po Mamie. Jakiś gest, nawyk, słowo, coś banalnego, ale jednak wskazującego na to, że okres kserowania odcisnął swoje piętno. Coś, o czym mogłabym powiedzieć: wyniosłam to z dzieciństwa. I jestem też przekonana, że jestem w totalnym błędzie. Jest niemal pewnością, że mam w sobie sporo tego, co dorastało wraz ze mną, a czego nie jestem nawet świadoma.

Jonathan H. Turner, który jest socjologiem, w jednej ze swoich prac wyodrębnił kilka najważniejszych aspektów socjalizacji w życiu człowieka. Są one banalne, ale jakże istotne:
1. Wczesna socjalizacja ma znacznie większy wpływ na formowanie się naszych ludzkich cech aniżeli późniejsza.
2. Interakcja z osobami ważnymi – takimi, z którymi tworzymy więź emocjonalną – ma na nas o wiele większy wpływ niż kontakty z innymi ludźmi.
3. Interakcja w grupach pierwotnych – czyli takich, w których ludzie znają się nawzajem, a ich stosunki są bliskie i intymne – jest znacznie ważniejsza w kształtowaniu osobowości aniżeli kontakty w grupach wtórnych – w których interakcje są mniej bezpośrednie, bardziej formalne.
4. Długotrwałe związki z innymi ludźmi mają większy wpływ na naszą osobowość aniżeli krótkie i przypadkowe.

Nie zobaczę tu ani jednej osoby, która nie zgodzi się ze mną, że we wszystkich tych punktach pierwszym ogniwem jest rodzina. Rodzice. To, czego nauczymy się od najmłodszych lat, będzie towarzyszyło nam do końca życia. Jeśli będziemy widzieli wyeksponowaną wrażliwość, czułość, empatię i szacunek – sami będziemy takimi ludźmi. Jeśli natomiast doświadczymy agresji, przemocy, oziębłości i obojętności – bez względu na to, jak będziemy się starali być inni w dorosłym życiu, część z tego zawsze w nas zostanie. Jeśli NIE zdobędziemy umiejętność funkcjonowania w swojej rodzinie, mając przy tym pełne poczucie własnej wartości oraz miłości do najbliższych, to żadna praca, żadne ordery, ani żadne przyjaźnie nie sprawią, że będziemy zadowoleni z siebie samych w stu procentach. Jeśli widzimy, że nasi rodzice nie szanują się słowem i czynem, nie szanują swojej miłości, związku, a w konsekwencji tego rozchodzą się lub tylko żyją obok siebie, będzie nam o wiele trudniej zbudować trwały i pełnowartościowy związek.

Ktoś może powiedzieć mi, że ludzie się zmieniają, wychodzą poza schemat dzieciństwa, odbijają się od dna, korzystając z terapii osiągają wewnętrzny spokój i budują swoją wartość – zgodzę się. Tak się zdarza. Nigdy, ale to nigdy człowiek nie stanie się kimś całkowicie innym. Kawałek, namiastka, część zachowań i wartości z dzieciństwa będą zawsze przenikały do obecnego JA. I mówię tu tylko o tych, którzy zmierzą się z tym, jak dorastali. Każda inna osoba będzie powielała schemat. Mniej lub bardziej świadomie.

Maria Ziemska w jednej ze swoich książek pisze, że „rodzinę można uznać
za kolebkę osobowości. W bliskich interakcjach z matką, ojcem, rodzeństwem czy dziadkami dziecko rozwija podstawowe funkcje psychiczne i kształtuje strukturę osobowości. Wrasta w świat kultury danego społeczeństwa i przejmuje normy postępowania oraz szerzej – normy zachowania się.”

Im dłużej zastanawiam się nad tym, tym bardziej dociera do mnie, że to, jaka jestem, naprawdę w dużej mierze jest wynikiem tego, co obserwowałam i czego słuchałam, kiedy byłam dzieckiem. Im więcej czytam na temat socjalizacji, tym bardziej dociera do mnie, że „kopiuj, wklej” w wykonaniu mojego dziecka nie kończy się na tym, że też chce pokremować buzię, że też chce pozamiatać podłogę, że też chce odkurzać i też zakłada nogę na nogę.

Całe kopiowanie idzie jeszcze dalej i będzie miało ogromny wpływ na to, jakim będzie człowiekiem, jakie wartości będą cenne i ile szacunku odda światu. Tym bardziej pilnuje się, by mieć czas, by słuchać, rozmawiać, tłumaczyć i uśmiechać się.

A cała ta myśl dlatego, że usłyszałam dziś od Tego Małego Człowieka: „nie mam czasu”. Rzucone nieświadomie, bez kontekstu. Wypowiedziane do swojego własnego odbicia w lustrze z uśmiechem na twarzy.

I nasuwa się jedno pytanie. Czy aby na pewno tak zupełnie nieświadomie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s