Zróbmy sobie dziecko

Pewnie, zróbmy sobie dziecko. To jest takie wspaniałe, kiedy sikasz na kawałek plastiku, odkładasz go na umywalkę, a potem zamykasz oczy i zatykasz uszy tak, jakby miało to wpływ na wynik. Będzie? Nie będzie? Cholera, a jak będzie? To jak to będzie? Wózek trzeba kupić. Najładniejszy i najmodniejszy. Taki, żeby nikt na osiedlu nie miał. Łóżeczko. Tak! Łóżeczko z całym wyposażeniem. Tylko gdzie my je postawimy? Koniecznie misia-szumisia. One są takie słodkie i cudowne, no i usypiają dziecko – luksus!
A jak nie będzie? A jak nie będzie, to całe szczęście, jeszcze skończę szkołę albo awans dostanę w pracy. A przecież jak zajdę w ciążę trochę później, to się nic nie stanie. No i pojedziemy na wczasy za granicę, koniecznie coś modnego w tym sezonie.

Zróbmy sobie dziecko, a potem jakoś to będzie. Przecież nasze mamy miały trójkę czy piątkę i świetnie dawały radę. Na początku tylko ciężko, później chowa się prawie samo. A jak już na podwórko zacznie wychodzić, to w ogóle będzie z górki. Zróbmy sobie dziecko – urocze, malutkie, różowiutkie. Pocykamy fotki, wstawimy na fejsa, wyprowadzimy na spacer w szpanerskim wózku i ubierzemy w najmodniejsze ciuszki – stylowo i zgodnie z panującymi trendami.

Zróbmy sobie dziecko, a potem jakoś to będzie.

Z ironią. Z przekoloryzowaniem. Trochę z uśmiechem pod nosem. Jestem dobrym obserwatorem – taką cechę (zaletę? wadę?) jestem w stanie wymienić u siebie od razu. Jestem cholernie dobrym obserwatorem, wiele wyłapuję, wiele widzę, wiele słyszę – nie mylić z monitoringiem osiedlowym. Po prostu niektóre rzeczy aż się proszą, by je przyswoić uchem i przetransportować do analizy w mózgu.

Plac zabaw. Super miejsce dla dzieciaków, strefa relaksu dla rodzica. Tak, nie ma się co czarować. Rodzic taki zasiądzie na ławce, otworzy książkę, telefon albo buzię do drugiej mamy, by powspominać dramaty porodu lub przeanalizować etapy odpieluchowania. Raz po raz czynności relaksacyjne zostają przerwane celem namierzenia brzdąca i zorientowania się, czy zjada piasek, czy zjeżdża na zjeżdżalni głową w dół. Czasem konieczne jest nawet uruchomienie fonii w stylu: „oddaj mu ten samochód” lub „tu masz swoje wiaderko, tym się baw”. Standard. Normalka. Wiadomo. Każdy, kto przesiaduje – a aktualna pora roku sprzyja – ten zbije mi piąteczkę. Bo zafajdanym obowiązkiem każdego rodzica jest KONTROLOWANIE swojego dziecka podczas zabawy. Sprawowanie nad nim opieki, troski o jego zdrowie oraz zdrowie innych dzieci. Masz OBOWIĄZEK oderwać swoje ślepia od ekranu telefonu i sprawdzić, czy twojemu dziecku nie dzieje się krzywda lub nie krzywdzi innych towarzyszy na placu boju, tfu, zabaw.

Półtoraroczniak na wielkim placu zabaw. Gile po same kolana. Wokół buzi pełno piasku zmieszanego ze śliną i smarkami. Zaszklone oczy. Na dworze upał. On w dresie. O co tu chodzi? Czyje to dziecko? Gdzie jest rodzic? Rozglądam się. Nie, ta jest od Piotrusia. Tamten tata jest od Julii. To babcia Kamili. Trochę się osiedlowych nasiadowców ławkowych poznało. No żesz ty, gdzie jest matka?! Nie ma! Ten mały bąbel wspina się na domek. Zrypie się z niego, jestem przekonana. Staję bliżej, asekuracyjnie. I słyszę, ten spływający na me uszy jak miód, dialog:

– No mówię ci, co mam w portfelu, to rozpierdalam. Nic się ta kasa mojej dupy nie trzyma.
– Identycznie mam, ciągle, kurwa, coś. Ej, a gdzie jest Ignaś? Ignaaaaaaaś!

No nie wierzę. Nie wierzę. Kopara w dół i wity też w dół. Znalazłam mamusię. Schowana na ławce, za krzakami. Zdziwiona. Ignasia szuka. Półtoraroczniaka, który zdążył się wspiąć na najwyższy poziom domku, z którego w każdej chwili mógł spać. Teraz go szuka, księżna mama.

W moim mózgu nie mieszczą się dwie rzeczy. Albo nie. Nie mieści się ich więcej, ale te dwie w szczególności.

Jak można przeklinać do/przy dziecka/dziecku?

Jak można swoje ukochane, różowiutkie, najwspanialsze dzieciątko, które zbiera lajki na fejsie, najnormalniej w świecie mieć gdzieś?

Całkiem poważnie. Bardzo zwracam uwagę na to, jak zachowują się rodzice na placu zabaw czy inne, starsze dzieci. Nie jestem od umoralniania ani wychowywania, absolutnie. Niemniej jednak zawsze, ale to zawsze upomnę osobę, która przeklina w obecności dzieci. Nie interesuje mnie, czy jest to rodzic, czy jest to starsze dziecko. Zawsze zwracam uwagę, że są w towarzystwie małe dzieci, które niekoniecznie są zainteresowane poszerzaniem swojego słownictwa o takie wyrazy.

Ja sama bardzo często rzucam mięsem w swojej głowie, czasem w rozmowie z drugą osobą, ale zawsze pilnuje się, by niepożądane słowo nie zostało wyłapane przez moje czy inne dziecko. Wierzę, że jeśli będziemy to robić, to sparszywieje nam język. A tak poważnie, nie zdziwiłabym się, gdyby później moje dziecko miało mi do powiedzenia rzeczy, które zmroziłyby mi krew w żyłach.

Co ważniejsze, rodzicu, twoje dziecko MUSI być z tobą bezpieczne. Twoje dziecko tobie ufa i to ty jesteś jego wzorem. Nie zostawiaj go samego na placu zabaw, jeśli jest na to za małe. Nie spuszczaj go z oczu, jeśli wiesz, że nie jest samodzielne i nie rozumie niebezpieczeństwa. Ja doskonale wiem, że to wielki luksus usiąść na ławce, wyjąć kubek z kawą i książkę. Wiem, znam to i też doceniam teraz, kiedy moje dziecko jest już bardziej samodzielne na placu zabaw. Nigdy jednak coś takiego nie zwalnia cię z OBOWIĄZKU, by kontrolować, w co i jak się bawi pociecha.

Zróbmy sobie dziecko. To jest najłatwiejsze. Najtrudniejsze jest wydobyć z siebie maksimum koncentracji, troski, odpowiedzialności i miłości w momentach, kiedy brakuje nam kompletnie sił choćby na to, żeby podnieść się kanapy. Ale tak to jest właśnie z dziećmi. One się same nie przypilnują i nie wychowają.

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s