Szum o mleko

Trwa Światowy Tydzień Karmienia Piersią, w trakcie którego sporo mówi się w internetach o tym pięknym czasie w życiu kobiety albo zachwyca zdjęciem Anny Lewandowskiej, która wrzuciła swoje zdjęcie na instagrama. Postanowiłam zatem pokusić się o kontrowersyjny temat, jakim jest karmienie piersią po cięciu cesarskim. W ostatnich dniach trafiłam na co najmniej kilka artykułów czy postów na blogach mówiących o tym, jak wygląda karmienie piersią po operacji, czy jest ono możliwe i z jakimi problemami trzeba się liczyć.

Moje zdanie jest zatem takie, że… No właśnie… Że co? Bo czym rożni się karmienie po cięciu cesarskim od tego po porodzie siłami natury?

Odnoszę wrażenie, że cięcie cesarskie jest bardzo demonizowane. Nie skupię się na kompletnie idiotycznych tezach, że matki rodzące przez cięcie są gorsze i co one w ogóle wiedzą o porodzie. Nad takimi teoriami w ogóle się nie pochylam, bo to jedne z najobrzydliwszych komentarzy, jakie mogą paść ze strony matki (!) w kierunku drugiej matki.

Cięcie cesarskie, z punktu widzenia medycznego, ma dwa minusy.

Minusem niewątpliwie jest to, że dziecko nie przechodzi przez kanał rodny, zatem jego płuca nie oczyszczają się w sposób fizjologiczny z zalegających wód płodowych. Niesie to ze sobą podwyższone ryzyko rozwoju infekcji dróg oddechowych u noworodka. Zwracam jednak uwagę na to, że dzieci rodzone siłami natury również przez pierwsze dni oczyszczają drogi oddechowe z zalegających płynów (kichanie, odchrząkiwanie). Dzieci urodzone przez cięcie – uwaga – też posiadają tę umiejętność i doskonale radzą sobie z tym procesem.

Drugi minus cesarskiego cięcia to chirurgiczna ingerencja w ciało kobiety związana z mechanicznym przerwaniem ciągłości skóry, mięśni oraz ściany macicy. Powoduje to dłuższą rekonwalescencję i mam tu na myśli jedynie proces gojenia się rany operacyjnej. Sprawność dotycząca mięśni brzucha skupiająca się na walorach estetycznych – i tu, i tu jest taka sama, ponieważ podczas cięcia cesarskiego nie dochodzi do przecięcia mięśni, a jedynie ich rozsunięcia. W obu przypadkach każda kobieta ma równe szanse na powrót do formy. Dla kobiet po operacji karmienie to również zwiększony dyskomfort. Oprócz bólu obkurczającej się macicy, dochodzi ból rany pooperacyjnej.

To co w końcu z tym mlekiem po cięciu cesarskim? Wiele artykułów mówi o tym, że ze względu na zaburzone procesy hormonalne przy nienaturalnym porodzie mleko może nie wystąpić lub wystąpić po kilku dniach, co zwiększa prawdopodobieństwo, że dziecko nie będzie chciało już chwytać piersi. Dzieci rodzone przez cięcie, mówi się, są również mniej aktywne, a zatem trudno je pobudzić do ssania.

Jestem przekonana, że zdania będą podzielone, ALE ile z was zna kobiety, które, bez względu na rodzaj porodu, nie miały pokarmu lub naprawdę ilość niewielką i konieczne było stymulowanie piersi, by pokarm się pojawił? Są kobiety, które, będąc jeszcze w ciąży, mają pokarm i bez względu na sposób urodzenia noworodka, są gotowe i chętne na opróżnienie piersi. Ile razy słyszałyśmy:

„Synuś to się w ogóle nie budzi na jedzenie, muszę go szturchać po policzku, żeby nie zapominał ssać piersi w środku nocy. Za dnia to samo, 5 minut i przestaje ssać. Wtedy łaskoczę po uszku albo dotykam wargi i zaczyna znów jeść”.

Historia pasująca do dziecka rodzonego siłami natury, a także do dziecka po cięciu.

Inny przykład. Kobieta urodziła poprzez cięcie cesarskie i od tego momentu nie pojawiały się żadne problemy z laktacją, łącznie z tym, że stojąc nocą przy przewijaku i oporządzając swojego brzdąca, jedną nogą przy użyciu pieluchy tetrowej zmywała z podłogi lejący się z jej piersi pokarm.

Kobieta urodziła siłami natury, dzielnie walczyła o każdą kroplę mleka, a za broń miała laktator oraz silikonowe nakładki na pokaleczone brodawki. Konsultowała się systematycznie z doradcą laktacyjnym i piła herbatki na pobudzenie produkcji mleka. Na koniec uznała, że „szczęśliwe dziecko, to najedzone dziecko”. Nawet jeśli jeść musiało już z butelki.

Wiele kobiet, które są świadome, że ich poród odbędzie się przez cięcie cesarskie (wskazania medyczne czy życzenie – nie wnikam w to), przekopuje cały internet w poszukiwaniu różnego rodzaju wskazówek dotyczących karmienia piersią. I daję sobie wtedy obie ręce obciąć, że oczy rosną im wraz z ilością otwieranych kart w przeglądarce. Jestem przekonana, że czytając mity związane z cesarką (większa szansa na depresję poporodową, opóźniony rozwój dziecka – to jedne z wieeelu) albo już w tę depresję popadają, albo ogarnia je przerażenie czy poczucie winy.

Znacie te historie. Znacie całą masę takich opowieści, w których mamy opowiadają o swojej przygodzie z karmieniem piersią. Czy aby na pewno te kobiety po cięciu cesarskim stoczyły większą batalię? Nie. Nie ma reguły. Mówi się, że karmienie rozpoczyna się w głowie mamy, a swoim nastawieniem można laktację wspomóc. I w tym akurat, jak sądzę, cień prawdy jest.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s