Najsmutniejsze, co może spotkać rodzica

Byłam w odwiedzinach u mojej przyjaciółki, świeżo upieczonej mamy. Urodziła pięknego, zdrowego syna. Pojechałam poznać tego dżentelmena, który od pierwszych chwil mnie zauroczył. Bardzo nieśmiało zapytałam, czy mogę wziąć to maleństwo na ręce. I kiedy tak trzymałam go w swoich ramionach, przypomniałam sobie swoje pierwsze chwile w roli mamy. Absolutny zachwyt, niesamowita radość i wielka miłość. Nie są to w żaden sposób przesadzone odczucia. Pomimo wielkiego bólu, zmęczenia i wszystkiego, co wiąże się z początkami macierzyństwa – byłam najszczęśliwsza na świecie.

Pamiętam, kiedy wieczorami tuliłam swoje Dziecko, siedząc w fotelu bujanym. Takie malutkie. Całowałam nosek i głaskałam po główce. Pamiętam, jak mówiłam, że zrobię wszystko, absolutnie wszystko, by moje Dziecko miało dobre życie. Wiele razy podczas takich wieczorów wyobrażałam sobie, jak to będzie, kiedy zacznie raczkować i kiedy postawi swój pierwszy krok. Czekałam na pierwsze słowo i płakałam, kiedy je usłyszałam. „Mama”.

Wiele razy płakałam też z bezradności, kiedy spotykały nas bezsenne noce, ja nie miałam już w swoich rękach sił, by nosić i bujać, a towarzyszyły nam tylko cztery ściany. I nikogo obok. Już nikogo do pomocy.

Pamiętam, kiedy na placu zabaw moje Dziecko nigdy nie bawiło się z tatą, a inne dzieci tak. Widziałam, że zaczyna rozumieć, że coś nie do końca pasuje w naszej rodzinie. Obiecałam sobie wtedy, że w żaden sposób nie zostawi to w moim Dziecku śladu, że jest z niepełnej rodziny, ale nie zrobię tego metodą zaborczej i nadopiekuńczej mamy.
Dziś wydaje się być to tak odległe. Tak, jakby minęły lata świetlne od tych moich pierwszych, różnobarwnych wspomnień. Dziś myślę o tym, co spakuję do plecaka przedszkolaka i jak to będzie, kiedy będziemy rysować szlaczki w pierwszym zeszycie. Myślę o tym, jakim moje Dziecko będzie uczniem w szkole i jakich będzie miało przyjaciół. Zastanawiam się, co zrobię ja, jako mama, by zawsze wiedziało, że może się do mnie zwrócić. Że jestem oparciem, przyjacielem i powiernikiem. Czeka nas wspólnie wiele wspaniałych chwil, podróży, przeżyć. W całym życiu swojego Dziecka widzę siebie. Zawsze obok. Zawsze gotowa. Zawsze na stanowisku. Będą pierwsze zawody miłosne, przyjacielskie kłótnie, niepowodzenia i sukcesy. Będę zawsze pod telefonem, by jako pierwsza dowiedzieć się, jak minął dzień, co słychać w pracy, a w sobotę upiekę pyszną babkę polaną lukrem i będę czekała na dzwoniący dzwonek do drzwi. Usiądziemy przy stole, opowiemy o minionym tygodniu i podzielimy się swoimi radościami. A później znów będę czekała na sobotę, kiedy usłyszę: „babcia, może wpadniesz popilnować wnuka popołudniu?” i będę nawet pół godziny przed czasem, żeby być tam, gdzie powinnam. U boku swojej rodziny. Tam, gdzie będzie cały mój świat.

____________________

Kiedyś moja Mama tuliła mnie w swoich ramionach. Była już wtedy zmęczoną kobietą, a w swoim życiu przeżyła wiele trudnych chwil. Była Mamą czwórki dzieci, które wychowała praktycznie sama. Była pracującą, piękną kobietą, która łączyła znakomicie wszystkie obowiązki, jakie spadły na jej barki. Kiedyś Ona nosiła mnie nocami i, mimo zmęczenia, jestem przekonana, że obiecywała mi dobre i szczęśliwe życie. Jestem pewna, że całowała mój nosek i głaskała mnie po główce. Zawsze pilnowała, by nie stało mi się nic złego. Towarzyszyła mi w pierwszym dniu w szkole i odebrała z sanatorium, w którym płakałam, bo tak bardzo chciałam do Niej wrócić. Słuchała zawsze uważnie, kiedy opowiadałam Jej o swoich przyjaźniach, a później miłościach. Później też czekała, aż przyjadę na obiad i opowiem Jej o swoich sukcesach i troskach. Ale nie dość, że coraz częściej miejsce przy stole było puste, to i telefon stał się bardziej milczący.

____________________

Dzisiaj mieszkam z Mamą. Mieszkamy pod jednym dachem, a zdarza się, że zamienimy ze sobą tylko kilka zdań. Spytam jak minął dzień i jak się czuje. Bardzo często zagaja o tym, co widziała w telewizji albo co słychać w Jej ulubionym serialu. Czasem posłucham, a czasem schowam nos w komórkę. Zdarzają się wieczory, kiedy wspólnie coś oglądamy albo plotkujemy o kimś z rodziny. To są wspaniałe wieczory. Zdarza się jednak, że zamykam się w swoich sprawach, postękując, jak ciężki dzień miałam i jak jestem zmęczona. I któregoś dnia, a był to jeden z tych gorszych, niespodziewanie zalała się łzami, mówiąc: „moje dzieci już mnie nie potrzebują”. I doskonale wie, że tak nie jest. Że wszyscy bardzo Ją kochamy. Myślę, że po prostu za tymi słowami kryło się: „porozmawiaj ze mną, bo czuję się samotna”.

Dziś myślę, że najsmutniejsze, co może spotkać mnie, jako rodzica, to właśnie poczucie, że kiedyś dla mojego Dziecka stanę się po prostu niepotrzebna. Kiedy, zasypane sprawami życia codziennego, zapomni o tym, że siedzę przy stole i czekam. Na pukanie do drzwi albo chociaż na dzwonek w telefonie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s