Wychowujesz czy tresujesz ?

O tym, co dzieje się z moimi zakończeniami nerwowymi oraz jakie impulsywne wyładowania mają miejsce w moim mózgu, kiedy widzę rodziców, których wyobraźnia jest w sposób znaczący zakrojona, pisałam już tutaj.
Lato trwa nadal, zatem ja wciąż zbieram nowe obrazy i dialogi w swojej głowie. Doświadczenia, których doznaję na placu zabaw lub w innych miejscach użyteczności dziecięco-rodzicielskiej, które przyprawiają mnie o zastój krwi w żyłach.

– Przyjdź tutaj do mnie.
– Po co?
– Powiedziałam przyjdź!
– Ale po co? Bawię się?
– Nie dyskutuj, do cholery, tylko w tej chwili do mnie, chcę Ci coś powiedzieć!
Dziewczynka podchodzi do mamy, a ta łapie ją z całej siły za kitkę splecioną różową gumeczką. Łapie ją tak, że dziewczynce skręca się głowa i syczy z bólu.
– Jak mówię do Ciebie, że masz przyjść, to masz przyjść, a nie się głupio pytać po co!
– No ale po co miałam przyjść, mamuś?
– Teraz już po nic!

Siedzę zamurowana. Wybałuszam oczy i wcale nie kryję, że są skierowane właśnie w ich stronę. Zastanawiam się, czy naprawdę to właśnie przed chwilą zobaczyłam. Dziewczynka, lat osiem, bawi się na placu zabaw z koleżankami. Bawią się świetnie – śmieją, budują w piasku, rozmawiają. Są grzeczne. Nic dziwnego, że dziewczynce trudno było oderwać się od koleżanek i zabawy. Przecież po to tutaj przyszła. Żeby spędzić czas z rówieśnikami, ubrudzić spodnie, zdjąć buty w piasku i umorusanymi rękoma jeść paluszki. Skoro zatem, Rodzicu, wychodzisz z dzieckiem na plac zabaw to robisz to właśnie po to, jak nazwa wskazuje, żeby dzieciak mógł fajnie spędzić czas. Nie po to, żeby spełniać Twoje zachcianki i udowadniać wszystkim naokoło, jak wielką władzę sprawujesz nad tym dzieckiem. Uwierz. Szarpiąc i poniżając swoje dziecko, nie ma w Tobie władzy żadnej.

– W tej chwili proszę się przyjść napić.
– Nie chcę, mamo. Dziękuję.
– Nie interesuje mnie, że nie chcesz. Jest upał i masz przyjść się napić.

To jak Cię nie interesuje, to ja chętnie podstawię Ci wannę i każę wypić całe 180 litrów, bo przecież jest lato i na pewno potrzebujesz wtłoczć w siebie taką ilość. Ja wiem, że jest ciepło. Ja wiem i czuję, zwłaszcza w komunikacji miejskiej, że ludzie się pocą i tracą wodę z organizmu, która jest niezbędna chociażby w procesie termoregulacji organizmu. Ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że robisz to z myślą o dziecku, bo przecież „w lecie trzeba pić”. Ale skoro dziecko jasno komunikuje Ci, że nie ma potrzeby picia (uczucie pragnienia nie bierze się z kosmosu – to jest właśnie komunikat, że CHCE Ci się pić), to do diabła, dlaczego miałoby zmuszać się do tego? Bo Ty tak chcesz? Bo ma pić tu i teraz, koniec kropka? Ja też chcę, byś wychlał, Rodzicu, tą zawartość wanny, i co? Będziesz dyskutował dalej?

– Wytrzep ten piach ze łba!
– Ale nie mam piasku we włosach, mamo.
– Jak nie masz, jak ciągle się nim sypiecie!
Mama wstaje z ławki, łapie energicznie chłopaka za ramię i szarpie go w swoim kierunku. Chwyta za włosy i wytrzepuje niby-piach. A nawet jeśli nie niby: to tylko piach, nie wszy. Chłopcu nie podoba się ta troska, prosi, by przestała.
– Jesteś straszny! Możesz o jutrzejszym wyjeździe zapomnieć, a jak tylko wróci ojciec z pracy, to wszystko mu powiem, jaki dzisiaj jesteś nieusłuchay.

Tata. Rodzaj broni tajnej, kaliber nieznany, przyrządy celownicze idealnie spasowane – nic, tylko odpalać. Tata. Straszny, wielki olbrzym czekający z wielkim toporem w ręku, na którym zaciskają się jego wielkie palce. Tata, jako najskuteczniejsza metoda ZASTRASZENIA dziecka. Nie wychowania. Bawimy się z dziećmi w dobrych i złych policjanów. Patrz, synu, jaka mama dobra. Znosi te wszystkie Twoje przestępstwa – piach we włosach, brud za paznokciami i głosne krzyki towarzyszące zabawie. Mama, taka umordowana, taka dzielna, taka radząca sobie ze wszystkim. Więc słuchaj się lepiej mamy, bo ja tata się dowie… Wtedy tylko pas i siniaki na tyłku. Skończy się cackanie. Tata już nie ma cierpliwości takiej jak ja, tata to Ci dopiero pokaże w domu..
Zapewniam. Nie ma to nic wspólnego z dzieleniem się z tatusiem trudami wychowawczymi, jakich przysparza wasz syn. Jest to zwykłe, obrzydliwe i rujnujące obraz drugiego rodzica, zastraszanie swojego własnego dziecka.

Jeśli chciałeś się sprawdzić Rodzicu, w umiejętnościach tresury, trzeba było sobie kupić psa. Uczyć go na komendę: przychodzenia do nogi, picia, sikania, leżenia i sztuczki zdechł pies. Pies przyjdzie i wykona posłusznie każdą rzecz, jaką zechcesz, a jakiej poświęciłeś odrobinę czasu, by go nauczyć. Pies Ci nie odpyskuje, nie zrobi na złość i nie rozpłacze się, ale może położyć po sobie uszy, jako oznaka strachu, jeśli kopniesz go w zad, bo nie wykonał jakiegoś fikołka. A w najgorszym wypadku ugryzie w nogę na tyle mocno, by odechciało Ci się, właścicielu, pilnej dyscypliny. Albo odgryzie Ci ją przy samym dupsku – dla zasady i ku przestrodze.

Dziecko tego nie zrobi. Doświadczając nieustanej tresury ze strony rodzica, poczuje potrzebę podporządkowania się, spełniania oczekiwań. Zastraszane dzieci dochodzą do momentu, kiedy adekwatnie do sytuacji, wykonują rzecz, jakiej z góry oczekują rodzice, tłumiąc w sobie swoje spontaniczne reakcje, nie mówiąc już o okazywaniu własnego zdania. I ta silna chęć spełnienia oczekiwań rodziców ciągnie się za dzieckiem latami, przekładając na dorosłe życie. Zachowuje schematy, wykonuje to, czego się od niego wymaga bez uwzględnienia, jak się z tym czuje. Działa zgodnie z wpojonym wzorcem i nie dopuszcza do tego, by jego indywidualne potrzeby wypłynęły na wierzch.

Pije często wodę, bo tak go nauczono, ma obsesję na punkcie porządku i boi się własnego ojca. Tresura jest prosta, o wiele trudniejsze jest wychowanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s