O co chodzi z tym odpoczywaniem na urlopie?

Ostatnio bardzo często przewija się temat: jak odpocząć na wakacjach, na którch towarzyszy nam dziecko.
Temat dość ciekawy i jak dla mnie – zabawny. Wydaje mi się (!), że każdy Rodzic zgodnie przyzna, że odkąd pojawiło się w Jego życiu dziecko, to o prawdziwym relaksie zdążył zapomnieć. Wydaje mi się, że każdy z nas powiela te teksty o piciu zimnej kawy i buncie dwulatka. I nie bez powodu je powielamy – po prostu są prawdziwe. Jeśli zatem, drogi Rodzicu, podczas rodzinnych nasiadówek tematem pierwszym jest Twoje niewyspanie, bunty, fochy, krzyki, nocne wędrówki – to ja przepraszam Cię bardzo, ale jakim cudem wymagasz, że podczas urlopu dziecko stanie się samodzielne, grzeczne, uśmiechnięte i chodzące spać jak w zegareczku? Nie. To nie NIE WYDARZY. Niestety – ja też ubolewam. Przekonałam się jednak, że moje dwa tygodnie odpoczynku od roboty, nie stały się złotymi dwoma tygodniami, jak za dawnych (baaaardzo dawnych) lat.

Ale, ale, ale. To nie jest tak, że na spuszczonej głowie i zawieszonym głosie, pełnym tęsknoty za wolnością, poprzestaniemy. Nie. Bo skoro WIEMY doskonale, jakie jest nasze dziecko, i jesteśmy absolutnie PEWNI, że nie stanie się unoszącym się nad ziemią aniołkiem – trzeba znaleźć złoty środek.
Zawsze zastanawiało mnie myślenie niektórych rodziców. Wybierasz się na wakacje i zbierasz wszystkie foldery z biur podroży. Plaża, leżaki, dużo słońca, drinki z palemką. Tak! Już przymykasz powieki i oczami wyobraźni widzisz siebie – seksowne bikini, wielki kapelusz, leżak, morze i spokój. Wieczorami wciskasz się w małą czarną, wychodzisz nad basen i popijasz mojito czy coś tam innego. Jeśli wolisz aktywnie spędzać weekend, do tej wyobraźni dorzuć jakieś kitesurfingi, żeglowanie, nurkowanie i zwiedzanie wspaniałych, historycznych miejsc. W tej wyobraźni trzeba gdzieś upchać dzieci, więc wyobraź sobie wielki plac zabaw z tabunem opiekunek, które przez dwa tygodnie wezmą pod swą opiekę wszystkie biegające po plaży diabły. Wizja idealna.

No, tak poważnie. Jak można zakładać, że podczas urlopu z dzieckiem (lub dziećmi – w zależności od dobytku) można poleżeć na plaży i porobić NIC? Z nastolatkami – pewnie tak. Jak masz w domu nastolatka, to podczas takiego urlopu spotkasz go może raz dziennie – przy śniadaniu. Na tym się skończy. Ale dzieci młodsze? Zapewniam. Będziesz w tym piasku grzebać, kopać, budować z niego, tarzać się w nim – ale na pewno nie wyciągniesz na nim swych odnóży, by celebrować robienie absolutnie Niczego przez wielkie N.
Ja to przeczułam. Przewidziałam. Moja szklana kula mi to podpowiedziała, że tak się to może skończyć. Traumą i rozchwianiem emocjonalny. Zdecydowałam się na coś innego, co było bezpieczniejsze dla mojego zdrowia psychicznego.

Postawiłam na wypad, na którym skorzysta Dziecię, ale na którym skorzystam też ja i będzie to spędzony WSPÓLNIE czas – czyli coś, czego bardzo mi brakowało.  Pojechałyśmy w góry. Dokładnie to wybrałyśmy się w Beskid Śląski, w okolice Ustronia. Doskonale wiedziałam, że nie mam jeszcze stuprocentowego kompana do pieszych wędrówek górskich, ale kiedy zaszczepić tą fascynację, jak nie teraz, kiedy to trzylatek chłonie wszystko jak gąbka?
Zdobyłyśmy nasz pierwszy szczyt razem. Dotarcie na niego zajęło nam dwanaście minut (prawie pod sam szczyt podjechałam samochodem) ale radość była przeogromna! Naprawdę! Każdy pokonywany krok, kiedy Młoda widziała, jak jest wysoko, stanowił dla Niej frajdę. Nie sądziłam też, że widoki wywrą na Niej tak wielkie wrażenie. Malutkie domy i wznoszące się sąsiednie szczyty fascynowały.

– Widziałaś, na jaką gólę weszłam?
No widziałam. I nie sądziłam nawet, że będzie to tak wielkie osiągnięcie.

Korzyść: dla Młodej nowe osiągnięcia i przeżycia, dla mnie gorąca kawa wypita z widokiem na piękne okolice.

 


Bardzo często bywałam w tamtych okolicach, ale nigdy wcześniej nie dotarłam do rewelacyjnego miejsca, jakim jest Leśny Park Niespodzianek (polecam z całego serca!). Wybrałyśmy się tam w okolicach południa i tak uważam, że to zdecydowanie za późno. Tam trzeba być rano i zostać aż do zamknięcia – dopiero wtedy wiesz, że zobaczyłaś wszystko, usiadłaś na każdej ławce, żeby odpocząć (a jest to obowiązkowy element wycieczki), nakarmiłaś każdą kozę, muflona i daniela, bo całe to towarzystwo biega sobie luzem i tylko czeka na Twoją wyciągniętą rękę z żarciem (zakupionym przy kasach – tylko i wyłącznie). Miejsce to jest dla mnie absolutnym odkryciem. Człowiek głupi się rodzi i głupi umrze, ale przynajmniej jestem mądrzejsza o zagadnienia dotyczące sów czy ptaków drapieżnych. Nie muszę dodawać, jak wielką frajdę Młodej sprawiała możliwość karmienia zwierząt, czy wieeelki plac zabaw, który stoi na samym środku parku.
Korzyść: dla Młodej zwierzęta, które pokochała od pierwszego wejrzenia, a dla mnie zdobycie wiedzy na temat niektórych zwierząt. Karmienie też – podobało mi się 😉

 


Wyjątkowo podczas tego wypadu postanowiłam zatrzymać się w hotelu. Zazwyczaj będąc w rejonach górskich wybieram schroniska lub agroturystykę (wtedy czuję najbardziej klimat), ale z racji tego, że na wakacjach byłam sama z Młodą, szukałam najlepszych udogodnień. Zatrzymałyśmy się w hotelu, który dysponował wielkim placem zabaw, wewnętrznym basenem z brodzikiem dla najmłodszych, salą zabaw oraz animatorami, którzy wymyślali dla dzieci różne różniste zabawy. To był dobry wybór. Wielki plac zabaw pozwolił, że pocałym dniu pełnym przeżyć, mogłam usadowić swoje cztery litery na ławce, mając idealny widok na niczym nie zmęczone dziecko, a na dobitkę zanurzyć tylko jedną nogę w brodziku i pozwolić Młode wyładować akumulatory do końca.
Korzyść: dla Młodej możliwość spędzenia czasu na świeżym powietrzy do wczesnych godzin wieczornych i basen, dla mnie chwila oddechu i wielka nadzieja na to, że wieczór będzie naprawdę tylko dla mnie!

I tak minęło nam dni kilka. Na zwiedzaniu, spacerowaniu, podziwianiu widoków i jedzeniu lodów. Nie ma złotego środka na to, żeby z urlopu wrócić wypoczętym. Nie sądzę też, by istniała możliwość całkowitego relaksu, jeśli masz dziecko, które chce i potrzebuje Twojej uwagi. Dziecko absorbuje nas, bo chce przeżywać z nami swoje szczęście z pobytu w miejscu, w które się wybraliście! Chce zbudować z Tobą zamek z piasku, pokazać znalezioną meduzę, szukać skarbów i łapać motyle.
Myślę, że złoty sposób na dobry urlop to sposób, który zadowoli Rodzica i Dziecko. Razem. Nie każdego z osobna, bo tak się chyba nie da.

– Mamuś! Spójś jakie piękne wioski z malutkimi domkami, o tam, w oddali, wślód gól!
Opadła mi szczęka. Najładniejsze zdanie wypowiedziane do tej pory przez moje Dziecko.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s