„Za moich czasów było inaczej”. Znasz to?

Czasem słyszymy, jak starsze pokolenie porównuje się do nas i wspomina, jak to kiedyś było ciężko, a mimo wszystko te silne kobiety i dzielni mężczyźni tak świetnie dawali sobie radę. Ciężko pracowali, stali w długich kolejkach z kartką w ręku, żeby kupić coś do jedzenia, a kobiety wychowywały piątkę dzieci i to z pralką franią i ufajdanymi pieluchami tetrowymi. Ja za każdym razem myślałam sobie: „no dobrze, takie były czasy. Ciężkie, ale takie były. Oni mieli takie, my mamy takie. Naturalna kolej rzeczy, wszystko poszło do przodu”.

Często słyszałam od miłych starszych pań: „my dawałyśmy radę ze wszystkim, a młodzi dziś mają jedno dziecko i tacy zmęczeni są!”. Wtedy niejednokrotnie myślałam, z dużą porcją jadu, że pewnie, że dawały, ale chłop szedł do roboty, a kobieta zazwyczaj siedziała w domu. Gdybym JA mogła siedzieć w domu, to też bym przecież ze wszystkim wyrabiała. Pracując na pełen etat, nierzadko po 10 godzin dziennie, trudno jest ze wszystkim nadążyć, bo przecież magicznie mi się doba nie poszerzy!

________

Podczas urlopu miałam okazję poznać fantastyczną kobietę, która 60-tkę ma tylko w dowodzie osobistym, bo za skarby świata nie dałabym jej tyle! Energiczna, wesoła, oczytana, będąca właścicielką świetnej figury – po prostu równa babka, do tańca i do różańca. W wakacje mieszka w swoim rodzinnym domu, w górach. W ciągu roku mieszka w większym mieście, pracuje i udziela się na różnych płaszczyznach.

Opowiadała, że za dzieciaka w zimie nie raz i nie dwa musiała pieszo, w zaspach podążać do szkoły oddalonej dwie wioski dalej. Dwie GÓRSKIE wioski dalej. Opowiadała o kuligach, górskich sylwestrach i raczyła mnie zabawnymi historiami z pomysłowymi turystami w roli głównej.

Kiedy, będąc już mężatką, w czasach komuny zaczęło dziać się źle, a ona mieszkała wraz z mężem w mieście, postanowiła zapakować swoją gromadkę dzieci i czas strajków oraz zamieszek przeczekać w swoim domu w górach. Mąż, jak wiadomo, został na stanowisku pracy. W domku w górach wylądowała wraz z bliską osobą. Bez pralki. Bez pampersów. Bez drogi dojazdowej. Bez sklepu w okolicy. Bez bieżącej wody.

Opowiadała, jak wstawała skoro świt, żeby z ufajdanymi pieluchami w koszu, który niosła pod pachą, udać się na drugi koniec lasu, gdzie było ujście wody ze studni głębinowej. Tam przepierała grubszą sprawę, prała ponownie tetry, a następnie w wiadrze przynosiła wodę do domu. Na herbatę. Na obiad. Na pranie. Na podlanie kwiatów. Chodziła tak kilkanaście razy dziennie. W międzyczasie sprawowała opiekę nad swoimi dziećmi, od sąsiadów brała mleko i jaja, a do sklepu wybierała się pieszo – przez las i górskie szlaki. Godzina w jedną stronę. Czasem wracała z niczym, jeśli sklep świecił pustkami.

„Było ciężko. Po kilku tygodniach ze zmęczenia straciłam poczucie czasu. Zrobiłam wielkie pranie w dniu święta kościelnego. To było wydarzenie na trzy okoliczne wioski. Wydarzenie skandaliczne w tak katolickim środowisku. Ale ja już naprawdę nie wiedziałam, jaki jest dzień!”

________

I ja jej uwierzyłam. To były trudne czasy.

Kiedy usłyszałam tę historię, zaczęłam się zastanawiać, na co tak naprawdę narzekam. Bardzo często, kiedy przychodzi wieczór, mam wrażenie, że dzień wyssał ze mnie każdą kroplę energii. Nie raz i nie pięć zdarzyło się, że z błagalnym wzrokiem zerkałam na zegarek, licząc, że to już jest czas, żeby moje dziecko poszło spać, a ja wyciągnę kopyta na łóżku i coś poczytam. No, ale nie poczytam. Muszę włączyć pranie, trzeba ugotować obiad na następny dzień albo dwa, bo tak łatwiej, jeśli spędza się w pracy całe dnie. Wypada posprzątać, choć troszkę, żeby nie wybić zębów, potykając się o klocki czy książki porozrzucane na podłodze. W chwilach uniesienia udaje mi się wpleść w te obowiązki dłuższy pobyt w łazience, żeby choć balsam wklepać w tyłek albo krem pod oczy.

Znasz to?

Bywam zmęczona. Żalę się, stękam i kwękam. Rzucam mięsem pod adresem mojej pracy, że w ogóle dlaczego ja tam muszę iść albo ślepo wgapiam się w kupon totka, który puściłam z nadzieją, że tym razem te 15 baniek będzie moje i wtedy zacznę być królową swojego czasu i w ogóle życia.

Ale jakby się tak nad tym wszystkim zastanowić, to przecież nie jest źle. Mamy naprawdę wygodnie. Pralka wypierze, wodę na zupę wezmę z kranu, a nie ze studni, a z podłogowym syfem pomoże mi odkurzacz. I gdy już przestudiuję cały swój dzień, to okazuje się, że jedyne, na co mogę narzekać, to na swoją umiejętność zarządzania czasem. A tracić potrafię go mnóstwo i to na nic!

Od pewnego czasu uczę się mądrzej nim dysponować. Tworzę dzienną listę zadań i kolejno je odhaczam. Motywuje mnie zawsze to, że jeśli uwinę się ze wszystkim, to wieczorem naprawdę zostanie mi jeszcze sporo czasu, bym mogła robić coś tylko dla siebie i z myślą o sobie.

Pierwsze miejsce na liście to zawsze czas dla Dziecka. Mam go tak mało, że każda minuta jest na wagę złota, chociaż i na zabawy również brakuje mi sił. Nie gonię, nie spieszę się, nie odliczam minut do kąpieli i spania. Jeśli nie odhaczę czegoś z listy, przerzucam to na kolejny dzień. Robię to, co konieczne i zawsze mam na uwadze, by mieć choć kilkadziesiąt minut tylko dla siebie.

Bez pretensji do świata, że nie mam czasu na to czy na tamto.
Bez marudzenia.
Bez stękania.
Tylko spokojne podejście pozwala mi zachować równowagę i nie zwariować.
Tylko świadomość, że NIE MUSI być perfekcyjnie ratuje mnie przed bliskim spotkaniem twarzy z podłogą.

Kiedyś naprawdę było trudniej. Nie wiem, jak moja Mama dawała radę bez pralki i pampersów. Mało tego! Myślę, że za lat kilkanaście, kiedy technologia pójdzie do przodu tak, że będziemy siwieć z wrażenia, a nasze dzieci będą rodzicami, to również powiedzą: „mamo, jak ty bez tego dawałaś radę?!”.

Ano dawałam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s