Kupię sobie twoją miłość

Chyba każdy rodzic jest szczęśliwy, kiedy jego dziecko jest uśmiechnięte i zadowolone. Chcemy, by dziecko czuło się z nami pewnie i bezpiecznie. Codziennie dbamy o to, żeby było czyste i najedzone. Inwestujemy w zabawę i edukację naszych maluchów, a otaczające nas media oraz kartki poradników krzyczą, co jest dobre dla dwulatka, co odpowiednie dla ośmiolatka, a co wręcz wymagane dla dwunastolatka. Sugerujemy się poradami, czerpiemy z internetów i porad koleżanek. I chociaż mamy świetną bazę – bo mnóstwo pomocy naukowej – to ostatecznie w praktyce sprawdzić musimy się sami.

Wielką radość od samego początku sprawiało mi kupowanie nowych rzeczy dla córki. Począwszy od jogurtów, a kończąc na zabawkach. Mam to do dziś! Uwielbiam kupować młodej ciuchy, bo daje mi to pewność, że należycie dbam o wygląd, komfort i zdrowie własnego dziecka. Nie kupuję jej oryginalnych i markowych rzeczy, nie zrozumcie, że chodzi o szał zakupów, tylko własnie o to POCZUCIE, że dbam o swoje dziecko. Lubię kupować jej zabawki, bo od razu wyobrażam sobie te wielkie, błyszczące z radości oczy i uśmiech od ucha do ucha. Uwielbiam kupować jej książki, bo kiedy zaczynamy je czytać, zawsze mam pewność, że będzie ubaw po pachy. Im dziecko jest starsze, tym częściej komunikuje, co chciałoby dostać, o czym marzy, jaka zabawka by go uszczęśliwiła.
My jesteśmy na etapie, że Młoda z wielką uwagą studiuje reklamy zabawek na kanale telewizyjnym dla dzieci. Chociaż nie ogląda telewizji godzinami, to twórcy programu doskonale wiedzą, że reklama dźwignią handlu, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci, i wystarczy niewielka, krótka ale częsta zajawka w temacie, żeby zapadło głęboko w pamięć. Bo dzieci pamiętają. Jak zechcą daną zabawkę, to nawet jeśli zobaczą ją w sklepie za pól roku i w tym czasie zdążyły o niej zapomnieć, to w ułamku sekundy powraca pragnienie jej posiadania. Jesteśmy na etapie, kiedy Córa wykminiła już, że nie wystarczy powiedzieć: „mamo, kup mi tą lalkę Annabell”, bo wie, że to nie zadziała, że odmówię, ponieważ „ma już trzy lalki i nie potrzebuje kolejnej”. Teraz Młoda stosuje chwyty psychologiczne i kiedy zobaczy w telewizji jakąś reklamę, głośno ale sama do siebie mówi: „ale super ten Patrolot, byłabym przeszczęśliwa gdybym takiego dostała” i tylko kątem oka zerka, czy aby na pewno ją usłyszałam z tym jej wzdychaniem. Ma podejście, nie ma co. Bo przecież, kiedy słyszę, że byłaby szczęśliwa, chciałabym, by tak się stało. Tak było do czasu.
Kolejnym „wielkim, uszczęśliwiającym marzeniem byłoby dostanie magicznych bransoletek Shimmer i Shine”. Pomyślałam, że dotarliśmy do etapu skrajnego, kiedy zaczęły na dobre rządzić zabawki. Nie dopatruję się w tym niczego złego, bo tak wygląda dzieciństwo, a zabawki celowo są piękne i kolorowe, żeby rodzice się dali na nie naciągnąć, ALE dopadła nas w końcu refleksja. Byliśmy ZNÓW w sklepie, a Młoda ZNÓW została z Babcią. Mamy na głowie remont i przeprowadzkę, więc każda wolna chwila nas pochłania do reszty. Przemierzając sklep, weszliśmy w dział zabawkowy, gdzie od razu w oczy rzuciły nam się TE WSPANIAŁE BRANSOLETKI! Spojrzałam na cenę. Prawie stówka. STÓWKA ZA PLASTIKOWE GRAJŁO o rzekomych magicznych mocach dwóch księżniczek.
– No ale przecież ona tak je chciała. – mówię do ojca Małej negocjatorki.
Chciała, nie chciała. Dopadła nas refleksja czy jej wielki szał na zabawki nie wziął się z tego, że na chwilę zapomnieliśmy o wspólnych zabawach z nią, wygłupach, zajęci tą przeprowadzką i urządzaniem mieszkania. Zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatni raz dłużej posiedziała w wannie, a ja pobawiłam się z nią, a nie tylko „szybko, szybko, już idziemy do łóżka”, bo sama byłam wymordowana trudnym dniem i też chciałam odpocząć. Kiedy ostatni raz Tata bawił się z nią wieczorem w samoloty i taczkę, skoro do późna malował mieszkanie albo nosił materiały budowlane.

Czy my właśnie nie zaczęliśmy kupować miłości naszego dziecka?

Taka naszła mnie refleksja. Bo gdzie leży granica między uszczęśliwianiem dziecka rzeczami materialnymi, a ZASTĘPOWANIEM nimi naszej miłości, wspólnego czasu, zabawy, śmiechów, wspólnych posiłków? W którym momencie dziecko odkryje, że za każdym razem ma, to co chce, bo mamie łatwiej jest kupić zabawę niż wymyśleć zabawę wspólnie. Idąc dalej takim myśleniem, że dając zabawkę sprawiam, że dziecko mnie kocha, bo przecież DAJĘ MU RADOŚĆ, można się łatwo pogubić i sprawić, że dziecko również zatraci się w wartościach w życiu najistotniejszych. Zabawki są super, ale tylko wtedy, jeśli dziecko może się nimi z kimś pobawić. Książki są piękne i mądre, ale tylko wtedy, kiedy dziecko będzie mogło odkryć ich zawartość. Ładne ciuchy są ważne, ale ważniejsza od nich jest możliość wybrudzenia ich na placu zabaw, na którym dziecko będzie z TOBĄ.
I mam czasem dość – jestem zmęczona przeprowadzką, często głodna i śpiącą, a Tata jest ostatnio zapracowany. Inaczej jest mi zajmować się dzieckiem, kiedy z przodu mam duży brzuch i mniej energii, ale obiecaliśmy sobie, że zaprzestaniemy kupowania, które ma stanowić rekompensatę tego, że ostatnio mniej spędzamy z Małą czasu.

Przyszła wiosna. Będziemy się huśtać na huśtawce, zrywać kwiatki, budować zamek z piasku i jeść lody. Urządzanie mieszkania poczeka. Malowanie ścian poczeka. Przecież to wszystko nie ucieknie. A dzieciństwo Młodej ucieka szybciej, niż mi się wydaje!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s