Robisz to innym dzieciom?

Rozpoczął się sezon przesiadywania na placu zabaw i nie ukrywam, że jest to dla mnie powód do radości z wielu powodów. Zdecydowanie jestem zwolenniczką spędzania czasu aktywnie na dworze. Lubię domowe zacisze, łóżko i książkę, ale jeśli pogoda daje ku temu możliwości – należy z niej korzystać. Dzieci, które się wyszaleją na dworze, szybciej chodzą spać – kolejny plus (wtedy poczytasz książkę!) Place zabaw sprzyjają nawiązywaniu relacji i przyjaźni między dziećmi – nie ukrywam, że zależy mi, by moja Córa miała kolegów i koleżanki, bo dzięki relacjom z innymi, dzieci są po prostu szczęśliwsze! Moja z wielkim przejęciem dopytuje, czy jak pójdziemy na plac zabaw, to będzie ta koleżanka czy ten kolega. Fajnie jest patrzeć na rozwijające się sympatię, bo dzięki temu też poznajemy swoje dzieci. Widzimy, jakich lubią ludzi, jak się lubią bawić, czy wolą spokojniejsze towarzystwo, czy wybuchające wulkany energii. Ale, ale. NAJBARDZIEJ lubię na placach zabaw innych rodziców. Te miesiące w roku, kiedy przebywamy na dworze, dają niezłą lekcję na temat rodzicielstwa, poglądów, podejścia do pielęgnacji i wychowywania dzieci. Nie rozmawiam o tym z rodzicami. Zazwyczaj ich po prostu obserwuję.

Dzisiejszy tekst to taki bardziej apel, nie chcę się mądrzyć, nie jestem od tego, nie mam odpowiednich kwalifikacji i dyplomów. Ale i tak się wypowiem, bo po prostu muszę!

Jestem mamą dziewczynki. Wydaje mi się, że mam akurat mocne poczucie płci, jakiej jest moje dziecko. Nazwałabym siebie chyba nadwrażliwcem. Jak słyszę o morderstwach, gwałtach, porwaniach, to od razu mi słabo i ciemno przed oczami. Jestem mamą DZIECKA i dlatego ostatnio moją uwagę przykuło pewne zachowanie.
Wracając z placu zabaw, moja Córeczka najdroższa urządziła taki teatr dramaturgii, że myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok. Odkąd jest ciepło i chodzimy na plac zabaw, Dziecię me zachowuje się tak, jakbym przez ostatnie 3,5 roku ją więziła w piwnicy, a ona – biedna – pierwszy raz ujrzała światło dzienne. Więc wracamy na siłę z placu zabaw, bo godzina jest już niebezpieczna, a ona idzie i wyje. Wyje, bo chce loda, bo nie chce do domu, bo Martusia jeszcze została na placu, bo jutro do przedszkola chce zabrać swojego (prawdziwego) psa, bo życie jest takie niesprawiedliwe. No ryczy. Ja ze stoickim spokojem idę. I nagle miły pan, przypinający rower pod klatką schodową, bardzo przyjaznym głosem mówi:
-Chodź, dziewczynko. No nie płacz tak już. Dam ci cukierka, pyszny jest. 
Trzylatce nie trzeba było wiele, bo skoro mama nie chce kupić loda, to chociaż pan da cuksa i osłodzi te gorzkie żale. Pan dał cukierka i zniknął w bloku. Zanim zdążyłam w jakikolwiek sposób zareagować – wbiło mnie w beton, opadła mi kopara i zwiędły ręce. Od razu uruchomiłam wizję pana uprowadzającego małą dziewczynkę w wiadomym celu. Byłam prze – ra – żo – na!
BARDZO WAŻNA LEKCJA U NAS NIE ZADZIAŁAŁA!
Wzięłam się za tłumaczenie Młodej, że nie wolno brać niczego od obcych ludzi, chyba, że mama lub tata wyraźnie dadzą na to zgodę lub jest to ktoś zaufany – rodzina, pani z przedszkola. Nie straszyłam, że pan ją zabierze. Nie mówiłam, że ktoś ją porwie i zamknie w piwnicy – to mogłoby wzbudzić u dziecka strach wobec wszystkich ludzi. A wystarczyło, że wystraszona byłam ja. Trzylatek to wciąż małe dziecko, któremu wystarczy zobrazować konsekwencje w inny sposób. ALE! Lekcję powtarzałam jeszcze przez kilka dni. Z jakim skutkiem? Nie wiem! Przekonam się pewnie przy następnej takiej sytuacji.

Musimy jednak zdać sobie sprawę z tego, że możemy uczyć swoje dziecko ostrożności, a inne dzieci tego ODUCZAĆ! Jak?

Siedzisz na placu zabaw ze swoimi pociechami. Na ławkę ze sobą bierzesz całą wałówkę – wodę, kanapkę, paluszki, cukierki. Po kilkunastu minutach przesiadywania, przybiega dziecię zziajane, zmęczone, spragnione i pewnie głodne. Chce paluszki. Twoje dziecko je paluszki, inne się zbiegają w okół ciebie, bo też przecież chcą paluszki! Co robisz?
No właśnie. To żadna zbrodnia poczęstować dzieci, nie zrozum mnie źle, że chcę histeryzować. Uważam jednak, że zachowaniem najbardziej odpowiednim jest spytać rodzica, czy możesz poczęstować. I nie tylko ze względu na uczenie dobrego nawyku, by dziecko samo nie brało nic dobrego od nieznajomego. Może być tak, że dziecko jest na coś uczulone, albo za chwilę w domu ma porę kolacji i rodzic nie życzy sobie, żeby jego dziecko dopychało się przekąskami lub zjadło coś, po czym będzie miło bóle brzucha lub wysypkę. Częstujesz słodyczami? Zapytaj rodzica! Być może jego dziecko zmaga się z cukrzycą, silną próchnicą zębów lub ma anafilaksję w kontakcie z orzeszkami ziemnymi, które są w czekoladkach i batonikach. Powodów może być mnóstwo, ale WSPIERAJ RODZICÓW w wypracowywaniu dobrych nawyków u ich dzieci!
Mi zawsze trudno jest powiedzieć do dziecka, które patrzy proszącymi oczkami o poczęstowanie czymś, że niestety nie mogę. Zawsze kieruję do dziecka słowa: „zapytaj najpierw mamy/taty, czy mogę cię tym poczęstować” i obserwuję reakcję rodzica. Uważam to za NAJZDROWSZE kontakty z OBCYM dzieckiem i OBCYM rodzicem.
Wiadomo, że inaczej sprawy się mają, jeśli podchodzi do mnie dziecko mojej znajomej, z którą siedzę na jednej ławce albo z którą po prostu się znam. Jednak zawsze spytam, czy mogę to zrobić! Czy mogę dać tik taka, paluszka, chrupka (chociaż nie noszę z sobą takich rzeczy na plac zabaw, a jeśli już, to baaardzo rzadko – o tym będzie osobny wpis już niebawem). To naprawdę niewiele. To nie jest głupie, ani przesadne.

Szanujmy decyzje innych rodziców, bo to ich dzieci. To tak, jak ty nie lubisz, kiedy ktoś neguje twoje decyzje podjęte wobec dziecka. Szanujmy się nawzajem zwłaszcza, że dodatkowo uczymy dzieci bezpieczeństwa w kontaktach z obcymi osobami dorosłymi.

A teraz dawaj na huśtawki!

3 comments

  1. Mam inaczej, ogólnie może ze 3 razy jakieś dziecko poczestowalo córkę czymś. Nie wymagam żeby obce dziecko – tym bardziej maluch pytał obcą dorosłą osobę o pozwolenie. Uważam że nauczenie dziecka dzielenia to jedno a jeśli już rodzic ma coś przeciwko to powinien mądrze i delikatnie odmówić w imieniu malucha. Starsze dzieci wiedzą że są na coś uczulone i nie powinny jeść więc tu nie ma problemu. Malucha pilnuje rodzic. I nawet gdyby ktoś dorosły poczestowal cukierkiem moje dziecko to ono nie wpakuje odrazu tego cukierka do buzi…. Trzylatek to jeszcze maluch mimo że już dużo umie

    Polubienie

  2. Nigdy tak o tym nie pomyślałam a to bardzo logiczne. Ja nie daję dziecku słodyczy i nie chciałabym żeby jakaś inna mama mu dała, bo chciał. No i dodatkowo aspekt obcego pana… Domdogorykrzeslami miał chyba na myśli sytuację jak dzieci między sobą się dzielą – tam bym już tak nie ingerowała, niech się uczą interakcji między sobą, nawet kosztem zjedzenia cukierka 😝 ☺️

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s