Przekąski na plac zabaw – sposób na dobry przemyt!

Sezon podwórkowy rozpoczął się na dobre i potrwa przez najbliższe miesiące. To czas, kiedy szczęśliwcy mający starsze dzieci, mają wolne popołudnia, a rodzice mający młodsze dzieci, dotleniają się nieustannie na najbliższych ławkach przy placach zabaw. Ja jestem w tej drugiej grupie. Wiem, że nadejdzie w końcu dzień, kiedy popołudniu będę rozwalona na kanapie z książką, a pod oknem usłyszę któreś z moich dzieci jak się drze: „mamoooo, rzuć piątaka na loda i wodę!”. Jak tak sobie to wizualizuję, to od razu słyszę do tego podkład muzyczny w rytm „(…) jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”. Ale ja nie o tym, jakie muzyczne klimaty siedzą w mojej głowie, a o tym, jak w dobry sposób wykorzystać czas spędzany na dworze w kontekście uzupełniania diety dziecka.
Idąc na plac zabaw zazwyczaj zabieramy wałówkę dla dziecka (i dla siebie też zabierajcie, nie krępujcie się!). Bierzemy na pewno picie dla dziecka i coś do przegryzienia, bo wiadomo, że jak poszaleje to zgłodnieje. Kupujemy słodkiego Kubusia w sklepie, bierzemy chrupki, herbatniki, batonika, dla siebie kawę w kubek i idziemy na posiadówkę podwórkową. Już jakiś czas temu zauważyłam, że mojej córce odbiera normalne myślenie na podwórku. Jak tylko wpada na domek, do piaskownicy, a jeszcze są jej koleżanki – koniec, finito, odcięcie totalne! To i tak dobrze, że ma jeszcze połączenie między pęcherzem moczowym a mózgiem i w porę jest w stanie zawołać „siiiiiiku, prędko!” Dlatego postanowiłam wykorzystać sytuację i czas podwórkowy stał się najlepszym czasem na to, żeby zrezygnować z „zapychaczy” i postawić na dobre przekąski na dworze. To po pierwsze. A po drugie, to nie dziwmy się, że mamy w domu „niejadka”, skoro przez pół popołudnia pakuje w siebie chrupki, ciastka i zapija słodzonymi napojami (sprawdź etykietę „soków dla dzieci” – zwróć uwagę na zawartość cukry – MASAKRA!). Nasze dziecko wcale nie jest niejadkiem, ale uzupełnia deficyty pustymi kaloriami, zatem nie, nie zje już w domu pysznej i zdrowej kolacji.
Wyjście na dwór to super czas, żeby do pudełka na jedzenie zapakować warzywa lub owoce. Może to być marchewka pokrojona w słupki, może być kalarepa pokrojona w paseczki, może być brokuł lub kalafior zrobiony na parze albo małe pomidorki koktajlowe do przegryzienia. Możesz zapakować gruszkę, jabłko, maliny albo truskawki (truskawki są nawet w stanie chwilowo wystopować dziecko w szaleństwie – moja nawet jest w stanie chwile usiedzieć na ławce, żeby pożreć kilka). Owoce to super pomysł, ponieważ są źródłem witamin i cukrów prostych. Witaminami uzupełniamy dzienne zapotrzebowanie na nie, a cukrem prostym dostarczamy paliwo dziecku, które jest potrzebne do szaleństw podwórkowych. Ważne jest, żeby przekąski były lekkie i w ilościach ograniczonych, bo przecież jak tylko dziecko skonsumuje, to leci dalej wariować, robić fikołki i biegać, więc warto, żeby ta konsumpcja była umiarkowana. Pomyśl też o tym, czego twoje dziecko je najmniej ze względu na preferencje, a co chciałabyś wprowadzić do diety. Jeśli nie je warzyw? Weź warzywa. Nie je mięsa? Weź mięso, a czemu nie!? Chodzi o to, że dziecko na placu zabaw, które potrzebuje dostarczyć sobie kalorii, jest mniej grymaszące niż dziecko, które zasiada do stołu i spokojnie może przeanalizować zawartość talerza, by po kilkunastu minutach przygadania się stwierdzić: „tu pływa pietruszka, ja tego nie zjem” (znamy to, nie mów, że nie znamy!)

Co możesz zabrać na plac zabaw? Moje propozycje:
– jabłko ze skórką w całości lub pokrojone w kawałki
– gruszka ze skórką
– winogrono
– truskawki, maliny
– brokuł lub kalafior na parze
– pieczony burak w kawałkach
– słodkie bataty na parze lub pieczone jak frytki
– kawałki piersi z kurczaka usmażone wcześniej w miodzie i oliwie z oliwek
– wafle ryżowe
– woda do picia

I do wody zachęcam z jednego, najprostszego powodu. Żadne soki nie ugaszą pragnienia tak, jak woda mineralna. Wyobraź sobie, że wypiłaś właśnie pół litra soku jabłkowego i musisz przebiec zaledwie 3 kilometry. Jeśli przy pierwszym kilometrze nie będziesz miała ważenia, że zakleił ci się otwór gębowy i przełyk – masz mój szacuneczek. Soki gorzej radzą sobie z naszym zapotrzebowaniem na płyny, poza tym dostarczają kolejnych, dodatkowych kalorii. Ja słodkościom nie mówię nie – wszystko jest dla ludzi, córka też dostaje słodycze i inne puste kalorie, ale odkryłam, że to naprawdę fajny czas na wykorzystanie apetytu dziecka.

Sobie też coś weź na plac zabaw, ale warto dawać dzieciakom dobry przykład, czyli zjeść jabłko, a nie snikersa. No, chyba, że z ukrycia, to ciii – nikt nic nie wie 😉

High five i  naprzód ze zdrowym żarciem!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s