Wszystko o cięciu cesarskim

Cięcie cesarskie to zabieg chirurgiczny, polegający na przecięciu powłok brzusznych oraz macicy celem wyjęcia noworodka. Cięcie cesarskie to operacja, a nie widzimisię wielu mam, które będąc po takim zabiegu, płaczą cicho (albo głośno) i zadają pytanie: dlaczego nie mogłam urodzić naturalnie!

Urodziłam drugie dziecko metodą przez cięcie cesarskie metodą Misgav-Ladach i po raz drugi mówiłam 3 godziny po operacji: „jak ktoś mi powie, że to z wygody, to zabiję”. Chociaż przy drugiej ciąży nikt nie zaproponował mi VBAC (Vaginal Birth after Cesarean – poród naturalny po cięciu cesarskim), to sama zgłębiłam temat i dziś dziękuję Bogu, że wszystkie „cesarka to nie poród”, „nie wiesz co to znaczy urodzić”, „nie czułaś bólu, to co z ciebie za matka” miałam w głębokim poważaniu. O VBAC już niebawem pojawi się tutaj bardzo ważny wpis (KLIK), natomiast dzisiaj chciałabym opowiedzieć, jak wygląda cięcie cesarskie, połóg, laktacja oraz dochodzenie do formy. Teraz, po dwóch tygodniach od porodu, mam ponownie lekki dystans do tematu, zatem do dzieła.

Poród przez cięcie ZAPLANOWANE, jest… zaplanowany. Oznacza to, że szpital, w którym wybrałaś, by urodzić, ustala dla Ciebie termin, w którym masz zgłosić się do szpitala. Uwaga. Mój drugi poród był z takiego samego wskazania, jak pierwszy (bogata historia chorobowa z przyczyn neurologicznych). Udałam się do szpitala w swoim mieście i usłyszałam, że… mam się zgłosić, jak zacznie się poród (sic!). Zbaraniałam. Tłumaczyłam lekarzowi trzy razy machając mu papierami przed oczami, że NIE MOGĘ doprowadzić do rozpoczęcia się akcji porodowej, ponieważ PAN NEUROLOG NAPISAŁ, ŻE… Ale jego to nie obchodziło. Takie mamy procedury, rozumie pani. No nie, nie rozumiem. Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam gorączkowo myśleć. Wybrałam inny szpital. Oddalony od mojej miejscowości 25 kilometrów. Wyznaczono termin. 38 tydzień ciąży + 3 dni. Rozsądnie. Cięcie musi odbyć się najwcześniej w skończonym 38 tygodniu ciąży, ze względu na płuca noworodka – muszą być dojrzałe i gotowe do podjęcia samodzielnej pracy po porodzie. Wybrałam zatem szpital, który wyglądał jakby nikt nie remontował go od czasu jego powstania, a było to pewnie za czasów głębokiej komuny. Kiedy przekroczyłam jego próg, znieruchomiałam. Tu mam rodzić? Tu. I to był najlepszy wybór pod słońcem.

Dzień przyjęcia jest dniem, w którym lekarze dają sobie czas na: sprawdzenie Twojej dokumentacji medycznej z okresu ciąży, pobranie krwi, wykonania KTG, USG, wizyty z anestezjologiem, który opowie Ci o możliwościach znieczulenia podczas operacji. Lekarz anestezjolog PYTA CIĘ czy wybierasz opcję znieczulenia podpajęczynówkowego czy chcesz urodzić w znieczuleniu ogólnym. Przyjęcie zazwyczaj ma miejsce na oddział patologii ciąży. Dopiero następnego dnia zmienisz oddział.

Znieczulenie podpajęczynówkowe polega na wprowadzeniu igły w kręgosłup (mówiąc łopatologicznie) po to, byś po 5 minutach miała ciepłe nóżki, które musisz szybko wtaszczyć na stół operacyjny, bo za chwilę już ich nie będziesz czuła. Znieczulenie „trzyma” w zależności od podanej dawki i podatności pacjentki: u mnie 4 godziny od momentu podania znieczulenia, do powolnego powrotu czucia nóg i… bólu. Podczas operacji w takim znieczuleniu kontaktujesz, wiesz co się dzieje, anestezjolog rozmawia z Tobą, czasem wymiotujesz ale za to słyszysz ten pierwszy krzyk swojego narodzonego dziecka.

Znieczulenie ogólne to pełna narkoza, w której jesteś intubowana (wprowadzają rurkę do dróg oddechowych i oddycha za Ciebie aparatura) i nie pamiętasz z operacji nic.

Dzień przyjęcia to dzień, kiedy mój stres sięgnął zenitu. Mimo, że dobrze wiedziałam, jak wygląda operacja, bałam się bardzo.

W dniu następnym wykonywane jest cięcie cesarskie. Od rana jesteś bez jedzenia i picia, a pielęgniarka miłym głosem, trzymając w ręku zestaw do lewatywy, zaprasza Cię do łazienki. PODOBNO lewatywa nie jest standardem. Może przy porodzie siłami natury lub przy cięciu pilnym, kiedy nie ma postępu porodu siłami natury. Nie spotkałam się jednak z historią, by któraś z koleżanek rodzących przez cięcie cesarskie, nie miała lewatywy. Ja miałam. Za pierwszym i drugim razem w dwóch różnych szpitalach. Po lewatywie czekasz na swoją kolej.  W zależności od organizacji szpitala, trafisz prosto na blok operacyjny lub trafisz na trakt porodowy: miejsce, gdzie znajdują się sale porodowe, łazienki i osobna sala operacyjna. Tak było teraz w moim przypadku. W sali porodowej, na normalnym łóżku porodowym, zostałam podłączona do KTG, wykonanego tuż przed operacją. Został założony mi również cewnik do pęcherza moczowego. Położna wypełniła ze mną wszystkie dokumenty: zaczynając od zgody na operację, a kończąc na wypisaniu opaski na rękę dla córki z moim i jej nazwiskiem. To również tutaj położna wpuściła Tatę, kazała mu się przebrać i od tego czasu czekał ze mną na przewiezienie do sali operacyjnej. Jeśli nie jesteście w związku małżeńskim z partnerem, to również tu położna zbierze od Was dokumenty potrzebne do tego, by dziecko nosiło nazwisko taty.

Godzina 0. Samodzielnie przeszłam na salę operacyjną, zostałam rozebrana z koszuli i okryta prześcieradłem. Usiadłam na stole operacyjnym i zgodnie ze wskazówkami anestezjologa, usiadłam z podkurczonymi nogami i kręgosłupem wygiętym w łuk. Lekkie ukłucie w plecy. Delikatne. I poczułam ciepło rozpływające się po nogach. Kilka chwil na zmianę pozycji – położyłam się, a pielęgniarki spięły mi nogi pasami. Stół operacyjny jest wąski, a Twoje nogi są poza Twoją kontrolą – spięcie nóg w kostkach gwarantuje stabilność pozycji na stole. Co dzieje się dalej? Anestezjolog czeka, aż wyregulują się Twoje parametry. W tym momencie może zwiększyć się Twoje tętno, zrobi Ci się chłodno albo słabo. Częstą reakcją po znieczuleniu jest spadek ciśnienia. W moim przypadku ciśnienie spadło do wartości granicznych, konieczne było podanie dodatkowych leków, ale to wszystko bez paniki – uwierz, lekarz wie co robi. Tym razem u mnie wystąpiły wymioty. Jeśli czujesz, że Ci niedobrze – od razu o tym powiedz. U mnie wymioty trwały chwilę, a następnie wszystkie parametry się ustabilizowały. Teraz czas na sprawdzenie, czy znieczulenie działa. Lekarz nie będzie sprawdzał czy coś Cię boli, ale będzie sprawdzał Twoją reakcję na temperaturę. Przyłoży zimny przedmiot do szyi, piersi, następnie do żeber. Na żebrach nie powinnaś czuć już zimna. Niżej tym bardziej.

Rozpoczyna się operacja. Lekarze pracują w skupieniu, nie zagaduj ich, nie dopytuj, nie dekoncentruj. Moment od rozcięcia powłok brzusznych do wyjęcia dziecka, to dosłownie kilka minut. W momencie końcowym poczujesz duże szarpanie. Chirurdzy właśnie wyciągają Twojego dzidziusia. Szarpanie potrwa dosłownie kilkanaście sekund, a zaraz po nim rozlegnie się ten upragniony krzyk. Lekarz przekazuje dziecko innej osobie z personelu medycznego: u mnie była to położna, która pokazała mi córkę, a następnie powiedziała co będzie dalej robić: zważy i zmierzy dziecko, zostanie ono ocenione przez lekarza i zostaną mu przyznane punkty skali Apgar, a następnie dziecko wróci do mnie w ciągu maksymalnie 5 minut. Położna wróciła z córą i przystawiła mi ją do twarzy. Mogłam ją przytulić, pocałować, przywitać się, a następnie Młoda została zabrana do Taty, który rozpoczął kangurowanie.

Wracamy na stół operacyjny. Rozpoczął się proces wyciągania łożyska, wyczyszczenia jamy macicy oraz założenie szwów. Najdłuższy etap operacji, ale teraz Ci wszystko jedno, bo już wiesz, że urodziłaś żywe, zdrowe dziecko. Na koniec pielęgniarka umyje Cię na stole operacyjnym . Jeśli masz słabe nerwy, nie patrz w kierunku nóg – zobaczysz sporo krwi. Personel medyczny przełoży Cię ze stołu operacyjnego na łóżko szpitalne i tak oto trafisz na oddział położnictwa do sali pooperacyjnej. Rozpocznie się 12 godzin leżenia po znieczuleniu podpajęczynówkowym, w ciągu których nie powinnaś wstawać ani podnosić głowy, ponieważ może skończyć się to zespołem popunkcyjnym (w skrócie: łeb boli kilka dni tak, że masz wrażenie, że oszalejesz!).

Dalej wszystko jest uzależnione od szpitala. Ja dostałam dziecko 30 minut po tym, jak przewieziono mnie na salę pooperacyjną. Wspaniała pielęgniarka z oddziału noworodków, przyniosła mi córkę i przystawiła do piersi. Siedziała ze mną przy łóżku i podawała wodę do picia. Dopytywała o moje samopoczucie i doglądała mnie i córkę co 30 minut. Zabrała dziecko, kiedy znieczulenie zaczęło puszczać. Po około 4 godzinach poczułam pulsowanie podbrzusza. Później pojawiło się uczucie dyskomfortu, jak przed miesiączką (macica obkurcza się pod wpływem ssania piersi przez Malucha). Kiedy zaczęłam mieć czucie w nogach, wiedziałam już, że jestem po operacji. Nie będę kłamać ani czarować, że nie jest tak źle. Boli. Ale ja trafiłam na położne, które robiły wszystko, by ból zmniejszyć. Jeśli nie dajesz rady z bólu, proś o silniejsze środki przeciwbólowe. Możesz otrzymać morfinę, która bardzo pomaga. Jest jednak opioidem, czyli środkiem narkotycznym, zatem jej dawka jest ograniczona.  Jeśli w danym szpitalu, na salę szczególnego nadzoru nie mogą wejść osoby trzecie (tak było u mnie), jesteś zdana na położne. U mnie były fenomenalne. Pamiętaj jednak, że one wypełniają swoje obowiązki służbowe, więc nie bój się prosić o pomoc! Masz prawo karmić dziecko na żądanie, zatem pielęgniarki zajmujące się noworodkami będą przywoziły Ci dziecko na karmienie, jeśli nie czujesz się na siłach, by Maleństwo było z Tobą cały czas. Nie wstaniesz do dziecka łóżeczka ani by zmienić pampersa – to zadanie pielęgniarki.  Nie rób sobie wyrzutów, że nie możesz zrobić wszystkiego sama. Możesz przytulić dziecko – to jest NAJWAŻNIEJSZE.

Po 12 godzinach zostaniesz „uruchomiona”. Jeśli operacja odbyła się popołudniu, położne podniosą Cię rano następnego dnia. Pomogą wstać, przejść się, czy pójść pod prysznic – zależy, jak będziesz się czuła. A będziesz czuła się źle lub bardzo źle. Brzuch boli, po wielogodzinnym leżeniu będzie Ci słabo, mogą wystąpić zimne, zalewające poty, zawroty głowy. To co musisz zrobić: oddychać i zachować spokój. Pierwszy dzień jest najtrudniejszy, później idzie naprawdę z górki. Kiedy będziesz już samodzielnie się poruszać, położna wyjmie cewnik. Wyjmie go też po to, żeby zmobilizować Cię do samodzielnych wycieczek do toalety. Nadal będziesz dostawała leki przeciwbólowe, przeciwzakrzepowe i leki na obkurczanie macicy.

Ze szpitala wyjdziesz najpewniej na 4 dobę po cięciu cesarskim. Jeśli to pierwsza taka operacja, szwy zostaną wyjęte w dniu wypisu. Jeśli jest to druga lub kolejna cesarka – szwy muszą być  ranie minimum 7 dni, by rana nie rozeszła się. Może być tak, że szew będzie do wyjęcia – zostanie wyjęty jednym ruchem (jedna, długa nić chirurgiczna). Jeśli założono Ci szew rozpuszczalny – zostaną odcięte jedynie końcówki. Nie boli nic. Oprócz brzucha, on boli i boleć będzie jeszcze przez kilkanaście dni.

Krwawienie z dróg rodnych po cięciu trwa krócej i jest mniej obfite. Wizyta kontrolna u ginekologa powinna odbyć się po połogu, czyli po 6 tygodniu, chyba, że coś zaniepokoi Cię wcześniej (nabrzmiała blizna po cięciu, zatrzymanie krwawienia, silne bóle podbrzusza).

Laktacja po cięciu cesarskim? Tu mam na ten moment tylko jeden komentarz: to taka sama historia jak po porodzie siłami natury. Liczy się to, co mamy w głowach oraz jak najszybsze przystawienie dziecka do piersi. ZAWSZE możesz prosić o pomoc ze strony doradczyni laktacyjnej. Podejdź do karmienia na spokojnie, bez przymusu. Jeśli nastawisz się pozytywnie, uda się Wam. Jestem po drugim cięciu – za pierwszym i drugim razem laktacja ruszyła od razu. Tego życzę też Tobie.

Cięcie cesarskie to OPERACJA. Kiedy patrzyłam na wszystkie matki po porodzie siłami natury, byłam sfrustrowana wiedząc, ile czasu mi zajmuje wstanie do dziecka czy wzięcie prysznica. Dziś jest już lepiej, bo minęły dwa tygodnie od porodu i procesy gojenia odbywają się na pełnych obrotach. Jeśli jesteś natomiast jedną z tych mam, która twierdzi, że CC to wygoda – to uwierz: ja wiedząc, jaki ból mnie czeka, płakałam w poduszkę na myśl, że nie mogę urodzić naturalnie.

Najważniejsze, to wybrać dobry szpital. Z dobrym personelem, który nie pracuje za karę. Który służy pomocą i wsparciem. Który nie pozostawi Cię samej sobie. Ja tak wybrałam – to był strzał w dziesiątkę.

I pamiętaj. Obojętnie czy urodziłaś przez cięcie czy naturalnie – jesteś superbohaterką!

P.S. Jeśli masz pytania albo chcesz się podzielić swoimi doświadczeniami – pisz śmiało w komentarzu, na fejsbuku albo na maila w zakładce „o mnie”. Niech wszystkie kobiety, które są przed cięciem cesarskim dostaną wiedzę i wsparcie! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s