Czego boi się mama drugiego dziecka?

Będąc rodzicem wiesz, co to strach. Boisz się o zdrowie swojego dziecka, martwisz o jego oceny w szkole i drżysz na myśl o każdym rozdrapanym kolanie czy złamanej ręce. Ja będąc w drugiej ciąży miałam całkiem inne obawy, przerażały mnie całkiem inne sytuacje, które mogły się pojawić wraz z drugim dzieckiem. W mojej głowie rodziły się pytania. Pytania niewypowiedziane ze strachu i wstydu.
Chcesz wiedzieć czego się bałam? Powiem Ci. Powiem, żebyś nie myślała, że jesteś jedyna.
Kiedy upewniłam się, że jestem w drugiej ciąży, najpierw pojawiła się radość i wielkie podekscytowanie: wszystko przeżyję jeszcze raz! Rozwój mojego dzidziusia w brzuchu, pierwsze jego kopnięcie, intensywne ruchy, kiedy brzuch jest trochę większy oraz pojawienie się wszystkich pięknych emocji wraz z urodzeniem się dziecka. To wszystko będę mogła przeżyć jeszcze raz! Wspaniale! No ale właśnie. Jeszcze raz. Bo przecież mam już tą swoją boską prawie czterolatkę, która z dnia na dzień robi się coraz bardziej wygadana i zaskakuje swoimi pomysłami. Bardzo ją kocham. Tylko ja wiem ile razem przeżyłyśmy we dwie, ile przeszłyśmy, ile za nami nieprzespanych nocy, wylanych łez. Ile łaskotek na dobranoc, ile uśmiechów, ile całusów i uścisków. Doskonale pamiętam jej kopniaki w żebra, uciążliwą zgagę i kurtkę Taty, którą nosiłam pod koniec ciąży, bo nie mieściłam się w nic swojego. Pamiętam jej pierwszy krzyk, pamiętam, kiedy ujrzałam ją po raz pierwszy i jak bardzo płakałam ze szczęścia. Pamiętam, że pierwsze co zrobiłam, to pocałowałam ją w buzię i powiedziałam: „kocham cię, czekałam na ciebie”. A kiedy zabierano ją z sali operacyjnej, słyszałam jej donośny krzyk niosący się korytarzem. Krzyk, który towarzyszy nam do dzisiaj. Krzyk, płacz, śmiech, szczebiotanie, pochrapywanie. To wszystko jest pierwsze, wspaniałe, zaskakujące. I teraz co? Jeszcze raz? Przecież to nie będzie już to samo. I bardzo szybko, pierwszy raz, pojawiło się w mojej głowie pytanie skierowane do brzucha: czy ja będę cię kochać tak, jak kocham moją czterolatkę? Pomyślisz: co z niej za matka? Ano taka, co kocha swoją córkę i jest z nią bardzo zżyta. Znam ją, wiem co lubi, dlaczego płacze, co ją smuci i co sprawia, że głośno się śmieje. Tej tam w brzuchu nie znam. Nie wiem jeszcze, co poczuję, jak się urodzi. Nie wiem, czy jej płacz nie będzie mnie drażnił. Nie wiem nawet, co będzie oznaczał! Nie wiem, czy czas jaki będę musiała jej poświęcić nie będzie czasem, który ukradnę mojej prawie czterolatce. Bałam się, że nie podzielę tego czasu sprawiedliwie. Bałam się, że nie podzielę swojej miłości po równo. I wiesz co? Nadal się tego boję.
Drugie pytanie, które mnie przerażało, a które we mnie dojrzewało, brzmiało: jak poradzić sobie z zazdrością, która prędzej czy później się pojawi? Jak wytłumaczę, że tego drugiego dzidziusia też całuję, przytulam i mówię mu, że jest moim serduszkiem? No, bo dlaczego z jednej ukochanej córeczki mają się zrobić nagle dwie? Czy jako mama drugiego dziecka będę wciąż umiała okazać, jak bardzo kocham to moje pierwsze? Nie wiedziałam, czy podołam.
____

Dzisiaj będąc już mamą dwóch dziewczynek, poniekąd umiem odpowiedzieć sobie na te pytania. Pytania, których już się nie wstydzę, ponieważ wiem, że są całkiem naturalne. Boimy się tego, co nieznane . Boimy się swoich słabości, niekontrolowanych reakcji i emocji, jakie potrafią zrodzić się w nas w ułamku sekundy. Kiedy urodziłam drugą córkę, ogarnęła mnie ta sama miłość. Wiem, że nie każda mama od razu potrafi określić, czy już kocha swoje dziecko i to TEŻ JEST OKEJ! To mały człowiek, którego musimy się nauczyć. Jego płaczu, zachowania, krzyków. Musimy odnaleźć się w rzeczywistości, żeby móc cieszyć się macierzyństwem i wpleść je w swoje dotychczasowe życie tak, by wszystko odbywało się naturalnie. Na to też trzeba czasem czasu. Dzisiaj wiem, że kocham moje córki tak samo, chociaż każdej okazuję swoją miłość w inny sposób. I wiem, że to TEŻ JEST OKEJ! Miesięczne dziecko potrzebuje mojej bliskości, dotyku, ciepła cycusia i suchej pieluchy. Starsze potrzebuje uwagi, wspólnej zabawy, zaplatania warkoczy i czytania książek na dobranoc. To wszystko to MIŁOŚĆ.
O wiele trudniej zmierzyć mi się z drugim pytaniem i wątpliwościami mu towarzyszącymi. Tu jestem jeszcze na etapie dogrywania podwójnego macierzyństwa z rzeczywistością. Najtrudniej jest, kiedy pora karmienia pokrywa się z czasem, jaki chciałabym przeznaczyć na zabawę z moją prawie czterolatką. Bardzo trudno jest jej odmawiać, kosztem uwagi dla młodszej. WYDAJE MI SIĘ jednak, że znaleźliśmy odpowiednią drogę. Drogę, którą mogę Ci podpowiedzieć, ale to tylko nasze spostrzeżenia i nasza metoda. Kierujemy się zasadą: starsza skupia uwagę wszystkich dookoła. Tata ma urlop, dzięki któremu ma mnóstwo czasu na zabawy, plac zabaw czy basen. Ja, nawet jeśli właśnie rozbrajam minę w postaci pampersa i proszę o pomoc starszą, zawsze powtarzam, że jest bardzo pomocna i niezastąpiona. Babcia w dalszym ciągu wyściskuje i całuje na siłę, wylewnie kochając wnuczkę. Jednym słowem: nie pozwalamy jej myśleć, że mały dzidziuś w domu jest najważniejszy. Bo tak naprawdę mały dzidziuś potrzebuje zjeść i się wyspać, być przytulanym i głaskanym. A duży dzidziuś („mamo! nie jestem dzidziuś! jestem duża!”) wymaga o wiele, wiele więcej. I to „wiele, wiele więcej” dajemy jej bez ograniczeń ale równocześnie bez metody przekupstwa.
Nie wiem jak to będzie, kiedy Tata wróci do pracy. Nie wiem, jak to będzie, kiedy wyjedzie na tydzień lub miesiąc. Wiem tylko, że potrzeby dzieci są różne i trzeba bardzo uważnie słuchać i obserwować. Kiedy po moim kolejnym: „zaraz przyjdę, tylko nakarmię” u starszej buzia zamienia się w podkówkę, nie rozciągam ów karmienia w czasie. Kiedy jest skończone, chcę jak najszybciej pobawić się w weterynarza albo pograć w karty. Wiem, że ona tego potrzebuje. Mnie potrzebuje. Chce mieć absolutną pewność, że nikt o niej nie zapomniał. Że mama jest tak samo dla niej, jak dla małego dzidziusia, który pojawił się w domu nagle, bez pytania.
Teraz rozumiem dlaczego powtarza się, że będąc rodzicem dzieci trzeba być dobrze zorganizowanym. Trzeba być. Po to, żeby oglądać codziennie uśmiech i radość nie na jednej, ale na dwóch, trzech czy czterech buźkach.
Dzisiaj już nie boję się, czy podołam. Czy mi się uda. Dzisiaj jedynie układam plan, by mieć pewność, że UDA MI SIĘ NA STO PROCENT być mamą, jakiej potrzebują moje Dzieci. A że się uda to wiem – wszystkim nam się udaje. Piąteczka!

2 comments

  1. A ja nadal mam z tym problem, syn ma skończone półtora roku, córeczka miesiąc. Chłopak niby duży ale nie wytłumaczę jeszcze wielu rzeczy, mam wyrzuty sumienia że nie mogę się nim zająć jak wcześniej, i przez to chyba ani jedno ani drugie nie jest zadowolone, bo chciałabym wszystko ogarnąć tak jak kiedyś…

    Polubienie

    • Wyrzuty sumienia pomagają najmniej ale DOSKONALE to rozumiem. Ja również mam wyrzuty, kiedy nie mogę Starszej położyć spać czy odprowadzić do przedszkola. Słowo klucz to chyba właśnie „organizacja” wszystkiego tak, by każdemu poświęcić czas.
      Jedno jest pewne – wyrzuty sumienia trzeba zostawić za drzwiami 🙂 Mam też przeczucie, że się nie zorientujemy nawet, jak wszystko wróci na swoje tory i rozpracujemy to macierzyństwo dwójki plus 😉

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s