VBAC – poród siłami natury po cięciu cesarskim

Poród to dziś bardzo kontrowersyjny temat, poruszany wielokrotnie w mediach społecznościowych, telewizji i prasie. Myślę, że każdy z nas chociaż raz natknął się na wymianę komentarzy na forum albo jakiejkolwiek stronie, dotyczących tego, która z mam jest lepsza: ta, która rodziła naturalnie czy ta wygodnicka, która położyła się na stole operacyjnym i rachu ciachu – już po strachu. Ta, która odważniejsza, pisze publicznie, że dzieci z cięcia cesarskiego powinny obchodzić wydobyciny, a nie urodziny, a tylko mama rodząca drogami rodnymi wie, co to ból matki rodzącej. Wszystkie te kontrowersje zostawiam na boku. Robię to ze względu na fakt, że miejsce to jest dostępne dla wszystkich, więc muszę trzymać się odpowiedniego słownictwa. Inaczej rzucałabym mięsem.

Jeśli kiedykolwiek zgłębiłaś/zgłębiłeś temat porodu to wiesz, że poród siłami naturalnymi jest dla dziecka najlepszym rozwiązaniem. Najlepszym, bo wymyśliła je natura- nic nie dzieje się bez przyczyny. Badania skupiają się na różnych aspektach – prawidłowym rozprężeniu płuc dziecka, nabyciu odpowiedniej flory w układzie pokarmowym, niezastąpionym kontakcie skóra do skóry, który po cięciu może być utrudniony. Są jednak sytuacje, które NIE POZWALAJĄ na to, by kobieta urodziła dziecko samodzielnie. NIE MOŻE to dyskwalifikować kobietę z urodzenia dziecka, ponieważ medycyna to wspaniała nauka i dzięki niej możemy rodzić przez cięcie cesarskie. Dotyczy to sytuacji nagłych, zagrażających życiu kobiety i dziecka ale też tych sytuacji, gdzie JEST WSKAZANIE do operacyjnego zakończenia ciąży.

Moje pierwsze cięcie było ze wskazań medycznych z uwagi na zmiany neurologiczne, jakie pojawiły się u mnie na dwa lata przed ciążą. Z objawami udaru, jako 21-letnia kobieta, trafiłam do szpitalnego oddziału ratunkowego, gdzie w dalszej diagnostyce stwierdzono samoistnie występujący krwiak mózgu. Leczenie i obserwacja trwały rok, a później wszystko wróciło na swoje tory. Jednak będąc w ciąży, po zebraniu wywiadu przez lekarza prowadzącego, zostałam wysłana na konsultację neurologiczną, nikt nie dał mi zgody na poród siłami natury. Byłam u kilku neurologów licząc, że któryś na pewno wystawi mi opinię pozytywną. Byłam zdeterminowana, by rodzić naturalnie, więc przeszło mi przez myśl, żeby na kolejnej wizycie wesprzeć się kopertą. Usłyszałam jednak od mojego lekarza prowadzącego: „musisz się zastanowić, czy chcesz trafić na porodówkę czy na udarówkę”. Klamka zapadła. Kilka ostrych słów ze strony Taty dzidziusia i temat został zamknięty. Lekarz zaplanował cięcie.

Do czasu zajścia w kolejną ciążę nie miałam żadnych incydentów neurologicznych, nie jestem pod ścisłą kontrolą neurologa, przed ciążą dysponowałam pełnymi badaniami kontrolnymi. Zaczęłam myśleć o porodzie siłami natury. Czytać, pytać, chodzić na różne wizyty do różnych lekarzy. Słyszałam słowa zachęty, oczywiste potakiwanie głową w stylu: nie masz już właściwie wskazań do cięcia, więc tylko naturalnie. Ciąża rozwijała się prawidłowo, wszystko było cacy, zatem nic, tylko rodzić. Zaledwie JEDEN lekarz w mojej miejscowości podjął temat porodu naturalnego po cięciu cesarskim, szerzej i bardziej konkretnie. Oprócz warunków jakie trzeba spełnić do porodu naturalnego po cięciu, a które możecie przeczytać w internecie, to znaczy:
– niepowikłana ciąża zarówno po stronie dziecka, jak i matki,
– ciąża pojedyncza,
– położenie główkowe płodu,
– poród w terminie (po 37 tygodniu ciąży, ale nie później niż w 40 tygodniu),
– poprzeczne nacięcie w dolnym odcinku macicy,
– brak powtarzających się przeciwwskazań do porodu drogami rodnymi obecnych w pierwszej ciąży,
– jednokrotne cesarskie cięcie z powodu nieprawidłowego ułożenia płodu,
– waga dziecka nieprzekraczająca 4 kg,
– BMI poniżej 30,
– czas między porodami nie krótszy niż 12 miesięcy,
należy również pamiętać, że prawidłowa ciąża to nie wszystko. Prowadzący ciążę musi obserwować bliznę po pierwszym cięciu cesarskim. Blizna powinna być kontrolowana w badaniu palpacyjnym oraz ultrasonograficznym, badać należy również macicę w dolnym jej odcinku poprzez badanie przez powłoki brzuszne. Rodząc siłami natury, personel szpitala musi wiedzieć, że wcześniej było wykonywane cięcie cesarskie, by być przygotowanym na kolejne. Dlaczego?
Groźnym powikłaniem próby VBAC jest pęknięcie macicy w trakcie skurczów. Jeśli tak się stanie, zatrzyma się akcja porodowa i dojdzie do krwotoku wewnętrznego – kobieta nie jest wówczas w stanie urodzić naturalnie, a co więcej, operacja cięcia cesarskiego w takiej sytuacji to walka o życie mamy i dziecka. Około 0,5% porodów kończy się powikłaniami, czyli 1 kobieta na 200 rodzących jest obarczona ryzykiem pęknięcia macicy, usunięcia macicy, śmiercią matki lub dziecka.
Polskie Towarzystwo Ginekologiczne bije na alarm, że rośnie odsetek porodów, które kończą się cięciem cesarskim (43% w roku 2016). Nie dysponuję danymi, które mówią ile z nich było tylko dlatego, że kobieta bała się porodu siłami natury a ile, ponieważ były ku temu wskazania. Jestem w pełni świadoma, że poród naturalny jest lepszym rozwiązaniem ciąży a z doświadczenia powiem, że NIKOMU nie podsunęłabym pomysłu cesarki „bo tak jest wygodniej i bez strachu”. Bzdura. Cesarskie cięcie to operacja i jest do kitu, po prostu.

ALE

Urodziłam swoją drugą córkę miesiąc temu przez cięcie cesarskie. Zdecydowałam się na to rozwiązanie z uwagi na fakt, że TYLKO JEDEN lekarz przedstawił mi możliwości i ryzyka związane z VBAC i NIE ZAPROPONOWAŁ prowadzenia mojej ciąży. Poklepywanie po ramieniu z uśmiechem i słowami: „dobra decyzja” albo ostrożne stwierdzenia: „to pani decyzja” sprawiły, że NIE ZARYZYKOWAŁAM rodzenia córki siłami natury. Moja ciąża zakończyła się w 38 tygodniu ciąży + 3. Operacja była planowana. Urodziłam zdrowe, piękne dziecko. Umierałam z bólu kilkanaście kolejnych dni.

Co było najgorsze i najlepsze zarazem?
Na wypisie ze szpitala odczytałam: zagrożenie pęknięcia blizny macicy.
Moja blizna trzymała się na słowo honoru. Nie wiem, czy dotrzymałaby do 40 tygodnia ciąży, a co dopiero przetrwałaby jeszcze akcję porodową. Nie wiem. I nikt nie odpowie mi na to pytanie, co by było, gdybym za punkt honoru wzięła sobie, że MUSZĘ urodzić naturalnie.
_____

Wertując strony związane z tematyką VBAC, trafiłam na forum, na którym znalazłam taką wypowiedź jednej z kobiet:
„… więc w 35 tc udałam się do lekarki mającej doświadczenie w porodach po 2 cięciach. Wizyta była bardzo merytoryczna, wywiad optymistyczny, niestety na USG okazało się że macica jest bardzo cienka na granicy z pęcherzem (miejscami do 1.3 mm) i w takiej sytuacji pani doktor nie wyraziła zgody na próbę porodu siłami natury i zgodziła się z moją lekarką, że jeszcze przed rozpoczęciem akcji skurczowej powinnam zgłosić się na cesarskie cięcie do szpitala. Wracałam do domu i powtarzałam jak mantrę „Bądź wola Twoja” i że przecież „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. W końcu nie liczy się grubość blizny a jej elastyczność, a moja blizna powinna być elastyczna, bo zaraz po drugim cięciu chodziłam do fizjoterapeutki, która stwierdziła, że jestem stworzona do rodzenia. Ponadto żadnych dolegliwości ze strony blizny nie miałam, więc zadzwoniłam i umówiłam się jeszcze na wizytę kwalifikacyjną do porodu w szpitalu …”
Jeśli Twoim JEDYNYM PEWNIKIEM są słowa fizjoterapeutki, która mówi Ci, że jesteś stworzona do rodzenia, a Ty sama uważasz, że blizna powinna być elastyczna, ale tej pewności wcale nie masz, to pamiętaj, że narażasz życie nie tylko swoje ale i tego dziecka, które od dziewięciu miesięcy nosisz pod sercem. Warto?

Taki poród powinien być przede wszystkim przez lekarza, który zaangażuje się w ciążę jak i omówi wszystkie ewentualności na każdym jej etapie. Przez lekarza, który zdaje sobie sprawę z powagi tematu ale również będzie dla Ciebie wsparciem i odpowie na pytania, jakie mogą się pojawić. Przez lekarza, który będzie obserwował powiększającą się macicę oraz bliznę. Urodzenie naturalnie po wcześniejszym cięciu cesarskim nie jest na pstryknięcie palcem. Poród naturalny po cięciu cesarskim wymaga szczególnej uwagi personelu medycznego, dobrego przygotowania szpitala na każdą możliwość. O tym po prostu trzeba pamiętać.

Ja uważam, że nie ma co sobie i innym udowadniać na siłę. Nie czuję się gorszą matką i gorszą kobietą tylko dlatego, że dwoje dzieci urodziłam przez cięcie cesarskie. Pozostaje mi tylko dziękować, że żyję w czasach, kiedy medycyna wie, co robi. Bo historia cięć cesarskich jest mroczna, uwierzcie mi na słowo.
Piona dla wszystkich rodzących 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s