Zabawa prawdę Ci powie!

Kiedy moje Dziecię zaczęło interesować się zabawkami, a potem zaczęło mówić coś więcej, niż „a gu”, „mama” i „am”, nie mogłam doczekać się naszych wspólnych zabaw. Ale takich konkretnych – na przykład lalkami albo zabawę w lekarza czy w dom. I nadszedł ten dzień, kiedy dostała swoje pierwsze lalki barbi i chciałam Ją zachęcić do zabawy. Nie udało się. Malowanie, kolorowanie, plastelina – jak najbardziej! Więc lepiłyśmy ludziki, wypiekałyśmy ciasteczka. Potem przyszedł czas na samochodziki i zabawę w panią doktor. I tak w kółko. W kółko. W kółko. Odgrywałyśmy te same scenki. I znów te same. I te same.

I nadszedł taki moment, kiedy z wielką niechęcią szłam do pokoju córki, żeby się z nią bawić. Wiecie o co chodzi? Idziecie i z góry wiecie, jak będzie wyglądała zabawa. Ja myślami jestem już w kuchni, żeby ugotować obiad albo myślę, że trzeba zrobić pranie, a Młoda z tym samym, wielkim entuzjazmem łapie za zabawkowy stetoskop i pyta: co pani dziś dolega? Nie, mamo! Masz mówić, że boli cię głowa, a ja ci dam tabletki i zmierzę temperaturę! Taaak. Jestem ZASKOCZONA. Nie raz wychodziłam z pokoju pod pretekstem, że idę tylko zaparzyć kawę, a wchodząc do kuchni rzucałam do Taty: teraz twoja kolej, idź się z nią pobaw! Niejednokrotnie ton mój był wręcz błagalny. Do czasu…

Kto zna klasyczne dialogi toczące się po odebraniu dziecka z przedszkola albo szkoły?

– Jak było w przedszkolu?

Fajnie.

Co robiliście?

– Bawiłam się.

– A w co się bawiłaś?

– No w różne rzeczy.

– A co było na obiad?

– Kotlecik.

I tak to. Wiele się nie dowiedzieliśmy, no ale z drugiej strony nie pytamy za każdym razem: a z czym kotlecik? A kompocik? A bawiłaś się klockami czy lalkami? Zbierałam informacje ogólne, a o rzeczach istotnych i tak zawsze informuje nauczycielka z przedszkola (istotne czyli te, które dzieci mają w głębokim poważaniu).

Jakiś czas temu, podczas normalnej, popołudniowej zabawy w tym samym pokoju dziecięcym, z tym samym dzieckiem i TYMI SAMYMI ZABAWKAMI (ratuuuuunku!), fabuła zabawy zaczęła się zmieniać. Zwykłe ludziki lego zaczęły mieć imiona: Hania, Marta, Szymon. Ludzik Szymon bije ludzika Hanię. Pytam: czemu tak robisz? Na co młoda: no, bo Szymon dziś uderzył Hanię w przedszkolu. Hania bardzo płakała, więc ją przytuliłam i powiedziałam Szymonowi, że tak nie wolno.

O!

W trakcie tej samej zabawy ludzik Przedszkolanka daje pieczątkę -czarną kropkę -ludzikowi Zosia. Podciągam rękaw Młodej i co widzę? CZARNĄ KROPKĘ!

– Byłaś dziś niegrzeczna w przedszkolu?

– Tak.

– Co się stało?

– Rozmawiałam z Madzią jak pani czytała nam książkę. I ona mówiła nam, żebyśmy nie rozmawiały, a my gadałyśmy i gadałyśmy i gadałyśmy.

Pani w przedszkolu nie powiedziała mi tego, bo kiedy odbierałam Młodą, jej już nie było. Powiedziały mi o tym ludziki lego, które w czarodziejski sposób zaczynają zdradzać, co działo się podczas całego dnia w życiu mojego Dziecka. Eureka! Serio! Z większą ochotą siadam teraz do zabawy ludzikami lego, bo wiem, że one nie potrafią dochować tajemnicy i w magiczny sposób właśnie tak dziecko opowiada o swoim dniu.

Mało tego. Umiesz powiedzieć TU I TERAZ do ilu potrafi liczyć Twój przedszkolak? Ja myślałam, że do dziesięciu. Błąd! Potrafi liczyć do dwudziestu (czasem z potknięciami, ale to nie o to chodzi), ale potrafi też policzyć od dziesięciu w dół. Nie wiedziałam o tym. Po prostu. Dowiedziałam się o tym tylko dlatego, że ludziki lego zbierały swoje leżaki w „przedszkolu”. I trzeba było je policzyć. Teraz to właśnie zabawa pozwala mi dowiedzieć się, na jakim tak naprawdę etapie jest moje dziecko. Łącznie z tym, że pojawiają się tematy trudne i tematy, które myślałam, że przyjdą później.

Spaaaadam z drzewa! I umarł. Mamo, a jak jest śmierć, to jest coś dalej?” – nokaut. Nokaut, zwłaszcza, że uważam, że temat śmierci jest bardzo trudny, niezależnie od tego ile ma się lat. Nie sądziłam jednak, że w głowie czteroletniego dziecka może pojawić się zaciekawienie śmiercią. Zwłaszcza, że nigdy nie rozmawialiśmy z nią o tym, bo nie było takiej potrzeby. A jednak.

Tematów, które wprawiły mnie w osłupienie było więcej, ale właśnie dzięki zabawie wiem, co siedzi w głowie tej Małej. Co ją martwi, co ją smuci. Nie zawsze potrafi powiedzieć to wprost, ale coraz częściej takie rzeczy wychodzą  w trakcie zabawy – z ust ludzików lego albo psów z Psiego Patrolu.

Naprawdę nie przepadałam za zabawą z czterolatką. Teraz bardzo chętnie się z nią bawię, bo wiem, że jak usiądę z Nią na podłodze, to otworzą się drzwi do Jej dzisiejszego dnia. Bo kiedy zaczniemy się bawić, to padnie kolejne pytanie, o które bym Jej nie podejrzewała. Bo właśnie przez zabawę mogę odpowiedzieć na wiele Jej pytań, do których nie trzeba siadać przy stole i rozmawiać twarzą w twarz, ale można opowiedzieć w sposób prosty i zrozumiały, jak na tak mały – wielki umysł.

Nieśmiało zatem, na koniec tego tekstu, dodam: zachęcam. Bawcie się z dzieciakami, bo nie dość, że się dowiecie co tam u nich słychać, to jest to też zawsze dawka śmiechu. Nikt nie ma takiego gadanego, jak dzieci. Nikt!

Piąteczka!

Fot. Pixabay

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s