Wszy to nie wstyd!

Wszy – stawonogi pasożytujące na człowieku, powodujące wszawicę.

Wszy to pasożyty, które kojarzone są z ludźmi brudnymi, niedbającymi o higienę, żyjącymi w złych warunkach. Krótko mówiąc – wszawica to choroba, która dotyka tylko ludzi z marginesu społecznego. Ale nic bardziej mylnego! Wszawica po prostu świetnie czuje się w dużych skupiskach ludzi i nie ma znaczenia, gdzie żyjesz i kim jesteś. WHO podaje, że 10% populacji choruje na wszawicę.

Na wszawicę najczęściej chorują dzieci w wieku 3-15 lat, a wynika to z faktu, że dzieci przez większość czasu przebywają w dużych skupiskach: żłobki, przedszkola, szkoły, sale zabaw, kolonie. Wbrew obiegowej opinii wszy nie skaczą jak na trampolinie, nie zachowują się też jak pchły, nie są więc mistrzami w skoku w dal. Niemniej jednak w sposób łatwy przemieszczają się z żywiciela na żywiciela. A tym żywicielem jest nasza skóra głowy. To nieprawda, że wesz ludzka podgryza nam palce u stóp albo układa się do snu w pluszakach naszych dzieci, nie ma więc powodu do paniki.

Najbardziej problematyczne jest to, że obecnie nauczyciel czy higienistka NIE MAJĄ PRAWA przeglądać małych główek naszych dzieci, jeśli nie uzyskali naszej (czyli rodziców) pisemnej zgody. I w ten oto sposób rodzi się duży problem. Bo nawet jeśli Kowalska zauważy u córki, że ta ma jakieś gnidy na głowie, to i tak najpewniej stwierdzi, że to piasek z podwórka. Wszy u mojej córki? NIGDY W ŻYCIU, jesteśmy porządną rodziną i mamy czysto w domu.

No i tak oto… miałam w domu wszy.

Kiedy pani w przedszkolu raczyła mnie poinformować, że na głowie mojej córki znalazła trzy gnidy, mówiła mi to w taki sposób, że stwierdziłam, że albo jestem głucha albo ona zdradza mi jakiś wyjątkowo ściśle tajny sekret. Szeptem, na boku korytarza – by nikt nie usłyszał.

CZYLI, ŻE MOŻE MIEĆ WSZY? – ryknęłam. – Ok, sprawdzę głowę w domu i robię kwarantannę.

Spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem, a kilka mam odwróciło się w moim kierunku i spojrzało na mnie od góry do dołu – czy brudna jestem, czy paznokcie u stóp mam tak długie, że zrobiły mi się dziury w butach, czy z włosów kapie łój i czy moje małe dziecię w foteliku, który trzymałam w ręku, ma gile pod nosem sprzed tygodnia, bo – wiadomo – nie myjemy się i nie dbamy o siebie.

Wróciłam do domu, przeszukałam córce głowę pod pretekstem sprawdzania, czy ma piasek we włosach. (Nie mówcie dzieciom, że szukacie wesz – zwłaszcza czterolatkom! Dla nich przerażające może być to, że mają robaki we włosach.) Sprawdzając, zwróciłam szczególną uwagę na okolice uszu oraz potylicy, bo tam najczęściej możecie znaleźć „niespodziankę. Głowa była czysta, bez żadnych gnid. ALE. Zaufałam przedszkolance, ponieważ w jasnych, długich włosach może być naprawdę trudno znaleźć te paskudztwa. Poza tym cykl życia wszy jest dość długi:

  • dzień 0 – złożenie gnidy u nasady włosa (małe jasne jajeczko, które robi „PSTRYK”, gdy je naciśniesz)
  • dzień 7-8 – wykluwa się nimfa (nie, nie wodna, raczej nimfa wredna)
  • dzień 8-17 – nimfa staje się wszą dorosłą
  • dzień 18-48 – rozmnażanie (5 jaj dziennie!)
  • dzień 50 – wesz umiera

Jak zatem widzicie, te małe cholerstwa potrafią żyć u nas dość długo, jeśli nie zrobimy z nimi porządku. Na szczęście w dzisiejszych czasach bardzo łatwo zwalczyć wszawicę. W aptekach dostępne są preparaty na bazie substancji silikonowych, które sprawiają, że wszy się duszą (kolejny mit – wszy nie toną, więc nie ma sensu trzymać głowy w wiadrze pełnym wody przez godzinę). Do tych „szamponów” dołączane są świetne grzebienie o wąsko rozstawionych ząbkach, którymi możemy wyczesać gnidy. Preparaty te nie należą do najtańszych, ponieważ ich koszt to około 50 zł, ale zazwyczaj są to rodzinne opakowania. Bo tak, należy wówczas zastosować to na całej rodzinie ze względu na fakt, że mamy ze sobą bliski kontakt (przytulamy się, leżymy obok siebie, korzystamy z tego samego grzebienia). To, co należy zrobić, to zdezynfekować właśnie grzebienie i szczotki, a gumki do włosów używane przez dzieci wyrzucić. Warto wyprać również pościel, z którą dziecko i my mieliśmy kontakt. NIE MA POTRZEBY prać dywanów, zasłon, kanapy, wymieniać materaca – wesz POTRZEBUJE naszej głowy, żeby przetrwać. W warunkach poza miejscem bytowania – szybko ginie.

Kolejna ważna sprawa – preparatem na wszy NIE SMARUJEMY naszego psa czy królika w klatce. One na pewno wszy od nas nie załapią, bo wesz ludzka nie bytuje na zwierzętach. Jeśli zatem Wasz Burek czy Pimpuś się drapie, to albo ma pchły, albo mu smutno, albo jest głodny. Wszy nie mają z tym nic wspólnego.

I kiedy wymaziacie już swoje dziecko wspomnianym wyżej specyfikiem, powinno ono zostać w domu przez minimum 3 dni, a Wy po tym czasie czynność maziania powtarzacie. Dziecko powinno zostać w domu – nie na placu zabaw, nie na urodzinach u koleżanki, nie w kinie czy wesołym miasteczku. Nikt nie chce otrzymać prezentu w postaci tych małych paskudztw.

Więc jeszcze raz:

  1. Mów otwarcie, że znalazłaś u dziecka wszy. Informacja powinna dotrzeć do każdego, kto miał kontakt z Twoim dzieckiem, by w porę zareagować – obszukać głowę, a jeśli trzeba – zastosować preparat.   
  2. Regularnie sprawdzaj głowę swojemu dziecku.
  3. Jeśli znalazłaś gnidy lub wszy – zastosuj preparat na wszawicę oraz wyczesz włosy dziecka dołączonym grzebieniem.
  4. Wypierz pościel dziecka i swoją.
  5. Maskotki zostaw w spokoju, chyba że masz ochotę na generalne porządki w domu.
  6. Burka/Pimpka też zostaw w spokoju – niech się drapie.
  7. Zatrzymaj dziecko na minimum 3 dni w domu, a następnie powtórz czynności z użyciem preparatu.
  8. Dostępne są specyfiki profilaktyczne – spreje lub gumki do włosów przeciw wszom (nasączone specjalnymi olejkami odstraszającymi).
  9. Nadal regularnie sprawdzaj głowę swojego dziecka, nawet jeśli od zarażenia upłynęło już sporo czasu.

Nie wstydź się tego, że Twoje dziecko ma wszy. U mnie aktualnie jest plaga, w większości przedszkoli stwierdzono wszawicę u dzieci. W szkołach też. Na zajęciach dodatkowych rodzice również o tym rozmawiają – po cichutku, aby nikt nie usłyszał. Pamiętaj, że tylko ODPOWIEDZIALNE podejście rodzica do tematu pozwala opanować problem. Jeśli go przemilczymy, wszawica może być niekończącą się opowieścią…

PS Pisząc ten post, cały czas drapałam się po głowie! Ale spokojnie – nawet jeśli mam wszy, to nie przeskoczą one na Ciebie z monitora 😉

fot. pixabay

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s