Za kłamstwem czai się śmierć

W ostatnich dniach jedna ze stacji telewizyjnych wyemitowała reportaż dotyczący śmierci noworodka w trakcie porodu, a także matki, która zmarła w kilkanaście godzin po porodzie. Reportaż mówi o tym, że kobieta zgłosiła się w 41 tygodniu ciąży do szpitala na Śląsku celem wywołania porodu. Rano została podana oksytocyna, a wieczorem pojawiła się akcja porodowa. Przy pełnym rozwarciu nastąpiło zatrzymanie skurczów, kobieta nie miała siły przeć. W związku z tym, lekarze postanowili zastosować próżnociąg, żeby wyciągnąć dziecko. Po urodzeniu dziecka od razu wypadło łożysko. Noworodek został zabrany do osobnej sali i wezwano zespół reanimacyjny. Dziecko zmarło. Kobieta zdążyła się jeszcze pożegnać z córeczką i straciła przytomność. Krwotok, przetaczanie krwi, operacja usunięcia narządów rodnych, aż w końcu zgon.

Historia jedna z wielu. Niestety pomimo faktu, że medycyna rozwija się w błyskawicznym tempie, są przypadki, na które nie mamy wpływu bądź przypadki, w których ktoś popełnia błąd. W tym przypadku toczy się postępowanie w prokuratorze odnośnie popełnienia błędu w sztuce lekarskiej. Czytając jednak tą historię, ponieważ dowiedziałam się o tym z Internetu, a nie z telewizyjnego reportażu, pojawiły się komentarze rzekomo znajomych zmarłej kobiety łącznie ze zrobionymi screenami rozmów na komunikatorze pomiędzy zmarłą kobietą, a osobą trzecią. W dialogach tych pojawiła się informacja, że rodząca kobieta bardzo chce urodzić naturalnie, by dać lepszy start drugiej córce, niż pierwszej. Pierwsza, trzyletnia Zosia, urodziła się poprzez cięcie cesarskie. W rozmowach tych kobieta wyrażała też nadzieję, że dzięki temu, że urodzi naturalnie, na pewno będzie mogła karmić piersią – z pierwszą córką jej się nie udało. I wreszcie pojawiła się informacja, że kobieta ta podobno miała problemy z krzepliwością krwi, co było udokumentowane medycznie – mogłoby powodować krwotoki podczas porodu (niska wartość płytek krwi to zagrożenie również w trakcie cięcia cesarskiego). Ostatnią informacją nieoficjalną było to, że kobieta w szpitalu do porodu pojawiła się z niepełną dokumentacją, nie była znana personelowi, żaden z obecnych tam lekarzy nie prowadził jej ciąży, a kobieta zataiła informacje związane z jej wynikami krwi i problemami zdrowotnymi.

Wszystko to jest informacją niepotwierdzoną, która pojawiła się w Internecie pod jednym z artykułów opisujący ten dramat. HIPOTETYCZNIE przyjmijmy, że wszystkie te informacje były prawdziwe. Nie wiem czy w tej konkretniej historii były, nie wiem czy przedstawione zrzuty rozmów z komunikatora są autentyczne, nikogo nie chcę tutaj obrazić czy urazić – ale przyjmijmy, że to wszystko JEST PRAWDĄ.

Przychodzi kobieta do szpitala, nafaszerowana wizją internetowych kobiet krzyczących, że skoro pierwsze dziecko urodziła przez cięcie cesarskie, to nie wie nic o macierzyństwie. Do tego dołożyła jeszcze cegiełkę, kiedy okazało się, że jej pierwsza córka jadła tylko mleko modyfikowane – wtedy kobieta jest absolutnie przekonana, że skopała swoje macierzyństwo do reszty. Przegląda fora internetowe o porodzie po cięciu cesarskim (VBAC pisałam o tym tutaj) i jest już pewna, wspierając się historiami innych mam, że tym razem pokaże, że jest prawdziwą kobietą i kochającą matką. Udaje się do szpitala, gdzie nikt nie zna jej historii chorobowej, a ona sama nie ma przy sobie kompletu dokumentów. Deklaruje, że posiada zgodę na poród siłami natury, a lekarze nie widząc przeciwwskazań, wyrażają zgodę na naturalny poród. W karcie ciąży zawsze zapisywane są wyniki krwi, które kobieta wykonuje przez okres ciąży, ale być może kobieta wyniki miała w normie do PRAWIE końca ciąży. W ostatnich tygodniach najczęściej może dojść do pogorszenia wyników morfologii jak i żelaza. Może nie jest wpisane, a może wyniki były w normie. Kobieta wie jednak, że ma problem z krzepliwością krwi, ale postanawia nie zdradzać tego „małego szczegółu”, który wydaje się być niczym w stosunku do upragnionego porodu naturalnego oraz wizją radosnego karmienia piersią. Rozpoczyna się poród. Kończy się życie. Najpierw jedno, potem drugie.

Nie będzie szczęśliwego rozwiązania, nie będzie kontaktu skóra do skóry, nie będzie tulenia i przystawiania do piersi. Będzie natomiast mąż-wdowiec oraz trzyletnia Zosia, która tego dnia stała się półsierotą. Straciła matkę i siostrę. Jej tatuś stracił córkę i żonę. W imię pięknego macierzyństwa, o którym pisze się dziś tony artykułów.

Okłamywanie personelu medycznego nie jest żadną nowością. Idziemy do lekarza i mówimy tylko o części objawów. Część wydaje się nam nieistotna, a część wstydliwa. Dlatego podajemy tylko kilka rzeczy, które nam dolegają, wierząc, że lekarz to cudotwórca. Nie będziemy przecież opowiadać mu, że mamy biegunkę tak silną, że ledwo potrafimy usiedzieć na toalecie, a spłukując wodę widzimy, że robi się ona czerwona. Trudno jest nam mówić, że wyskoczyło nam coś dziwnego w okolicach odbytu, bo przecież na pewno nie mamy hemoroidów. Nie wspominamy też, że na całym ciele mamy siniaki, bo przecież nie ma sensu robić z igły widły – gdzieś się uderzyłam, za kilka dni zejdzie samo. Pokasłujesz od kilkunastu dni? Pewnie przeziębienie albo to od papierosów – nie ma sensu brać dnia wolnego z pracy, żeby przejść się do lekarza i wpadać w panikę. Kłamiemy, kłamiemy i jeszcze raz kłamiemy. Kłamiemy siebie, rodzinę, lekarzy i pielęgniarki. Zatajamy informacje ze wstydu, Stachu albo ignorancji. WIELOKROTNIE byłam świadkiem kłamstw i oszustw na ringu medycznym. Ringu, bo to nierzadko jest walka między lekarzem a pacjentem. Ludzie przychodzą ze swoimi diagnozami – „przepisze pan tramal, po tramalu mnie tak nie boli”. Okej, tylko dlaczego boli? „Wezmę ten antybiotyk co ostatnio i mi przejdzie, bo ostatnio przeszło” – okej, tylko skąd ten przewlekły kaszel? Niestety lekarze dają się w to wciągnąć, wpadają w rutynę, znają swoich pacjentów i im ufają – jeśli coś się zmieni w jego stanie zdrowia, to mi powie, prawda? Przecież po to do mnie przychodzi – jestem lekarzem.

___________

Dziewczyna pokasływała co jakiś czas. Myślała, że ma taki tik, odruch. Nigdy nie paliła. Koleżanki z pracy wymusiły na niej, by poszła do lekarza. RTG płuc ujawniło guza. Badanie wycinka przyniosło wyrok śmierci – nowotwór złośliwy, nieoperacyjny. 42 lata. Kończy swoje żyjcie.

___________

Kobieta w centrum diagnostycznym zapisuje się na tomografię komputerową jamy brzusznej. Rejestratorka podaje jej najbliższy możliwy termin. Kobieta nie decyduje się na niego. Będzie się szykowała do wesela córki, nie ma czasu. Przyjdzie zapisać się innego dnia – deklaruje. A może nie zdąży?

Nie mamy nic cenniejszego niż życie, a coraz częściej szastamy nim na prawo i lewo, nie myśląc o tym, że mamy tu jeszcze misję. Mamy dzieci, rodzinę, przyjaciół, plany zawodowe, marzenia do spełnienia. Kłamiemy i oszukujemy, żeby nabrać z tego życia jak najwięcej, a jednocześnie DOBROWOLNIE skazujemy się na to, że jutro usłyszymy: zostało ci pół roku życia.

2 comments

  1. Jak pacjent umrze w szpitalu to jest to oczywiście wina pacjenta… jak można podjąć się porodu naturalnego albo CC nie znajdą histori ciąży, aktualnych wyników badań które można a nawet trzeba zrobić od razu po przyjęciu pacjenta na oddział… lekarz robiący coś w ciemno to nie lekarz. Przy porodzie krzepliwość krwi to podstawa… aaaa i jak można nie zauważyć blizny po CC, które było 3 lata wcześniej??

    Polubienie

  2. Nikt nie mówi o winie – ani pacjentki ani lekarza. Jestem daleka od wysuwania tego typu argumentów, a tekst jest o czymś innym. Zgadzam się w stu procentach, że aktualne wyniki badań oraz historia choroby/ciąży/leczenia, to podstawa w medycynie. Zgodzi się Pani jednak, że NIESTETY zdarzają się od tego wyjątki.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s