Przyszła mama do doktora

Przyszła mama do doktora ,

Bo jej córka bardzo chora

Mama rzekła już od wejścia

„Sprawa jest nie do przyjęcia!

Doktor kiepsko dziecko zbadał

Wujek Google zaś powiadał

Że to grypa, nie angina!

To doktora zatem wina!

Pisz pan szybko mi receptę,

Ja po antybiotyk biegnę”

I w zasadzie tym mogłabym rozpocząć i jednocześnie zakończyć swój wpis. Jednak dziś chciałabym się pochylić nad postawą rodzica w gabinecie lekarskim. Każdy rodzic, ale to każdusieńki, absolutnie nie lubi, kiedy jego dziecko choruje. Pierwszy powód jest najbardziej oczywisty – wszyscy chcemy, by nasze dzieci były zdrowe. Do tego dochodzi jeszcze złe samopoczucie dziecka, jego trudne usposobienie w trakcie choroby, wszechogarniająca nuda spowodowana koniecznością zostania w domu. Nie lubimy, kiedy dziecko choruje, ponieważ musimy iść na zwolnienie lekarskie, wydawać pieniądze na leki i stracić mnóstwo czasu w przychodni, wśród zasmarkanych, zakichanych i zakaszlanych dzieci. Ale chorujemy wszyscy – dzieci, młodzi, starzy. Tak sobie myślę, że w dzisiejszych czasach to nawet strach chorować, ponieważ co rusz słyszymy w telewizji lub czytamy w Internecie o pojawiających się nowych, dziwnych jednostkach chorobowych, o nieskutecznym leczeniu i błędach lekarskich. W dawnych czasach  to wszystko również miało miejsce. Mniej jednak się o tym mówiło, bo niby jak przekazywać sobie takie informacje? Telegramem czy przez posłańca? Jeszcze trudniej jest chorować w dzisiejszych czasach, ponieważ mamy to do siebie, że zanim udamy się do lekarza, to objawy jakie nam towarzyszą sprawdzamy w Internecie. A robimy to na tyle nietrafnie, że przeczytamy byle idiotyczny artykuł i już mamy strach w oczach, ponieważ wszystko pasuje – mamy raka albo stwardnienie rozsiane. Już po nas, kaput.

Robimy tak samo, kiedy chorują nasze dzieci. Sprawdzamy objawy w Internecie i sami stawiamy diagnozę. Udajemy się do lekarza i już wiemy, co chcemy mieć na recepcie – antybiotyk, probiotyk, synbiotyk, prebiotyk, coś na kaszel, na gardło i na katar. Wszystko wiemy, wszystko już przeczytaliśmy, a pan, panie doktor, siadaj i pisz receptę. Myślicie, że przesadzam? Nie. Multum razy rozmawiałam z rodzicami dzieci i niejednokrotnie uzewnętrznili swoją złość stwierdzeniem, że „ten konował nie przepisał nam antybiotyku i tak się męczymy już drugi tydzień”. Tylko pytanie: skąd wiesz, Drogi Rodzicu, że antybiotyk był konieczny? Przemycę tylko taką informację,którą warto zapamiętać: antybiotyki stosowane są przy zakażeniu bakteryjnym tylko i wyłącznie, więc jeśli Wasze dziecko ma objawy przeziębienia, to nie ma grama wskazania do tego, by takowy zastosować, ponieważ przeziębienia są wywoływane wirusami. A z wirusami, Szanowni Państwo, radzi sobie nasz układ immunologiczny. Antybiotyki natomiast mają za zadanie zniszczyć cykl życiowy bakterii lub ją metabolizować. Bakterie to mikroorganizmy, wirusy natomiast nie mają struktury komórkowej. Ale ja tu nie o tym dzisiaj. Zatem wchodzimy do tego gabinetu lekarskiego, mówimy lekarzowi co tam ma pisać i… jesteśmy oburzeni, że lekarz odmawia. Nie zna się, konował, gbur, słaby specjalista – takie określenia przypinamy mu i wieść idzie dalej, w świat, do innych rodziców. Z tego miejsca chciałabym wyrazić swoje zdanie, że jest to bardzo krzywdzące wobec wielu lekarzy, którzy z wielką wiedzą i oddaniem wykonują swój zawód (ja wiem, że są wyjątki. Doskonale to wiem!) Musimy pamiętać, że lekarz nie z przypadku nim zostaje. To nie totolotek i uwaga – nie znajomości. Jeśli lekarz odmawia wypisania dziecku antybiotyku, należy się cieszyć, bo oznacza to, że objawy wskazują na zakażenie wirusowe, a nie żadną rozsiewającą się bakterię,która może splądrować cały organizm naszego dziecka. Jeśli lekarz słyszy, że„mama przeczytała w Internecie”, to uwierzcie – na starcie mu się nie chce dyskutować. Ale jeśli jest dobrym lekarzem, na pewno wyjaśni i wytłumaczy.Jasne, jesteś rodzicem, martwisz się i wciąż masz z tyłu głowy to, co przeczytałeś wczoraj w Googlach – może to ospa? Może szkarlatyna? Może łuszczyca? Nic nie stoi na przeszkodzie, by powiedzieć o tym lekarzowi, dopytać, rozwiać swoje wątpliwości. Uważam, że to jak najbardziej wskazane, by pozbyć się z głowy nieprzyjemnych domysłów. Z tego miejsca jednak proszę – pamiętajmy, że lekarz z reguły kieruje się dobrem i zdrowiem dziecka. Nie wynika to tylko z jego dobrego serduszka,ale i z poczucia odpowiedzialności za to, jakie wprowadza leczenie. To wcale nie jest tak, że lekarze myślą tylko o tym, jak nabić sobie kabzę i proponuje środki farmaceutyczne sprzedawane przez firmę, z którą zawiązał sobie cichą koalicję. Odwiedziłam wielu lekarzy, z niejednym przegadałam trochę czasu, kilkoro z nich uchyliło cień tajemnicy. W dzisiejszych czasach bardzo lubimy wieszać psy na lekarzach, a zapominamy, że to dzięki ich wiedzy i umiejętnościom, możemy cieszyć się zdrowiem.

Jeśli jednak są objawy, które Cię niepokoją – u Ciebie czy u dziecka – a lekarz je ignoruje, nie odpuszczaj. Bo jak w każdym zawodzie, są ludzie i ludzie. Może ma gorszy dzień, obniżoną koncentrację, zmniejszoną uwagę, wypił za mało kawy – ja wiem, że Ciebie to nie obchodzi. Przychodzisz do lekarza i potrzebujesz pomocy. Zgoda. Jeśli zatem jest coś, co nie zostało wyjaśnione i wytłumaczone – drąż temat. Ja również trafiłam kiedyś źle. Moje dziecko obudziło się po południowej drzemce z krwią na buzi. We krwi była pościel, smoczek, usta i policzki. Krew pochodziła ewidentnie z buzi. Jeszcze tego samego dnia byłam u naszego pediatry, bo Córka przechodziła zwykłe przeziębienie, a nagle pojawia się krew. Pan doktor, po mało wnikliwych oględzinach, zalecił bym kupiła środek na afty i smarowała buzię. „Jakie afty, jak tu nie ma ani jednej zmiany w buzi?” -zapytałam pana doktora, a on tylko wzruszył ramionami. Już pisał ten zakichany preparat na recepcie, kiedy wypaliłam, że proszę o skierowanie na morfologię krwi. Nie zgodził się. Nie widział powodu. Oczywiście mogłam wykonać badanie krwi samodzielnie, odpłatnie, bez skierowania. Jednak uparłam się, że doktor wypisuje skierowanie albo daje odmowę na piśmie. Wróciłyśmy do domu, po zmianie pampersa zobaczyłam na nim krew, a następnego dnia, po odebraniu wyników krwi, byłyśmy już na oddziale onkologii i hematologii dziecięcej.

Zdaję sobie zatem sprawę, że lekarze bywają różni. I o tym też warto pamiętać – wiele badań możemy wykonać na własną rękę, choć wiadomo  – odpłatnie. Badania morfologii i moczu to badania, które nie należą do kosztownych, zatem jeśli coś Cię niepokoi, jak najbardziej możemy udać się do laboratorium i wykonać odpowiednie badanie. Trzeba jednak mieć na uwadze, że jak już odbierzemy te wyniki, to oprócz tego, że wyczytamy w internecie, że nasze dziecko czy my z uwagi na niskie lub wysokie poszczególne wartości, mamy ciężką, nieuleczalną chorobę –to również należy je skonsultować z lekarzem, który powie nam, o czym świadczą odchylenia od normy i jaką należy wykonać dalszą diagnostykę.

Tym wpisem zwracam zatem uwagę na to, że każdy zna się na czymś – księgowa na liczeniu, murarz na budowaniu, a lekarz na leczeniu. Warto zatem posłuchać z uwagą tego, co ma nam do powiedzenia i jakie widzi rozwiązania. Nie ma potrzeby krzyczeć w gabinecie, tupać nogą albo się obrażać, że postąpił inaczej, niż przeczytaliśmy w nie zawsze mądrych internetach.

Niech się Wam nie zdaje Mamy,

że nagonkę odwalamy,

rzecz jest ważna i poważna –

lecz tak robi prawie każda!

W internetach wyczytamy

jakie to objawy mamy

i już wnet choroba jasna

pisz receptę pan, do diaska!

2 comments

  1. Bardzo ciekawy wpis ja również jestem za tym aby dziecko brało jak najmniej antybiotyków niestety mojemu synkowi w ciągu dwoch tygodni Pani Doktor potrafiła dać dwa antybiotyki więc udałam się do innego lekarza już prywatnie Pani Doktor powiedziała że niepotrzebnie brał ten drugi antybiotyk Bo i tak nie zadziała bo za krótki odstęp czasu od poprzedniego więc dała inne leki bez antybiotyku i zaleciła wizytę u alergologa okazało się że syn jest alergiczny musi brać leki bo inaczej będzie cały czas chorował szkoda tylko że lekarz rodzinny nie potrafił tego doradzić tylko faszerował niepotrzebnie mojego synka antybiotykami 😑

    Polubienie

    • No niestety temat jest mi znany. Tak samo w drugą stronę: diagnozowanie objawów pod kątem alergii u dziecka z przerośniętymi migdałami na przykład. Właśnie dlatego trzeba szukać właściwej drogi, ale nie popadać w skrajności 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s